GusGus – Katowice 19 października 2011 – Mega Club

Zabawnie było pewnego poranka sprawdzić z powodu bezsenności na jednym z najbardziej popularnych portali społecznościowych, co się dzieje na świecie i przez to w godzinę po publikacji informacji dowiedzieć się, że GusGus przyjedzie do Polski zagrać nową płytę i to nie na jeden koncert. Informacja działająca przed świtem lepiej niż gorzka mielona kawa, uwierzcie mi. Wiedziałam, że GusGus nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Wszak sami się dowcipnie przedstawiają jako legendary techno band from Reykjavík, Iceland.

Katowice. Mega Club. Pierwsze wrażenie niezbyt pozytywne, z odrobiną niedowierzania. Na chwilę zapomniałam, że tylko
1/5 aktualnego składu GusGus nie była tutaj wcześniej, w związku z czym miejsce musi dobrze się spisywać. W pewnym sensie nazwa nie jest na wyrost.

21.30. Teoretycznie planowy początek koncertu. Stwierdzenie, że był jak zwykle poślizg byłoby bezczelnością. W końcu maszyna do dymu musiała pracować te bite 10 minut, by osiągnąć taki efekt. Niemalże sweet smoke. I w takiej wielkiej niebieskiej chmurze rozbrzmiał Selfoss. Utwór otwierający ostatnią płytę. Wielka chmura zaczyna rzednąć w powoli rozwijających się dźwiękach, aż wreszcie dosłownie wyłaniają się z niej Biggi Veira i President Bongo. W tym momencie jest już pewne, że gdy oni są przy suwakach, pokrętłach i innych cudach i dziwach, to żadne nogi nie pozostaną nieruchome. Porwali na konia i nie będzie to bynajmniej chód tego islandzkiego.

Ogłuszający aplauz numer jeden pełnej sali i panowie pokazali jak GusGus sprawuje się na żywo. Nie ma tu miejsca na monotonię, wersje albumowe. Choć ich kompozycje na płytach krótkie zazwyczaj nie bywają (pomijając te z ostatniej, bardziej piosenkowej i przystępnej dla przeciętnego pochłaniacza muzyki), to w wersji live jest jeszcze miejsce na rozbudowanie każdego utworu, nadanie mu nowego toru. Czasem do takiego stopnia, że ciężko go poznać. Ale duet „prezesów” długo na scenie sam nie pozostał. Po krótkiej zabawie ze wstępem Arabian horse przez pozostałości mgły przebił się Daníel Ágúst, by właściwie nie zniknąć aż do bisów i nieustannie tańczyć. Doprawdy chwilami to było wręcz aż porażające. Że cała sala tańczy, to było normalne. Nawet najmłodsi słuchacze w brzuchu mamy robili swoje „hupaj siupaj”. Że na scenie będzie jedna wielka impreza – tego nie oczekiwałam.

Nowy materiał z płyty był dalej na tapecie. Do Daníela Ágústa dołączyła jego kompania, chociaż bardziej mi się ciśnie określenie „świta”, przy czym nie mam zamiaru tym samym bagatelizować umiejętności wokalnych tej dwójki. Po prostu, wszedł on i odsunął na dalszy plan nawet absolutną podstawę GusGus za tymi „maszynami dźwiękotwórczymi”. Słowa uznania się należą, a jakże. Dla Earth i Högniego, bez których takie 20-minutowe Add this song z partią tej pierwszej czy generalnie większość najnowszych utworów, w których śpiewa Egilsson, nie miałyby takiej mocy. A moc z nami była. Nieprzerwany strumień przepływający między parkietem, a sceną.

Chociaż wcześniej słyszałam już transmisję koncertu GusGus, to jednak wtedy mnie nie porwał. Teraz wiem dlaczego. Pozbawiając tę muzykę strony wizualnej i atmosfery zgromadzonych ludzi, traci się sporo przy odbiorze. Wystarczyło rozejrzeć się, by stwierdzić, że „ekstatycznie” nie jest wyolbrzymionym określeniem, kiedy wszystkie te elementy się połączy. To trzeba po prostu poczuć. Dodać ich muzykę do swojego serca. Dać się ponieść przy takich utworach jak Deep inside, Moss czy Magnified love. Przekonać się, że w takim rytmie magma wędruje z wnętrza ziemi, by wybuchnąć jak w Over czy finałowym David.

Do tego koncertu pasują mi trzy fragmenty z trzech różnych piosenek. Tuż po nim – why did you just steal my heart and go. Na następny dzień I still have last night in my body, a jeszcze na kolejny Add this song to your head when you wake up and go out of bed. Podobno wczoraj miał być koniec świata. Nie obraziłabym się, gdyby skończył się po takim koncercie.

A poniżej 8-minutowy skrót.

Written By
More from úlfurinn

Iceland Airwaves 2014

Festiwal Iceland Airwaves z każdym rokiem rośnię w siłę. W tym roku...
Read More

Dodaj komentarz