Akustycznie i magicznie… relacja z krakowskiego koncertu Halli Norðfjörð

Czy ktoś z Was miał czasami taką chęć rozdwojenia się, bycia w dwóch różnych miejscach, uczestniczenia w dwóch różnych wydarzeniach w tym samym czasie? Na pewno nie raz. Miałem ostatnio to samo. Dylemat: Kraków czy Chorzów? W tych miastach bowiem odbywały się dwa koncerty, muzycznie tak blisko siebie. W Chorzowie Myrra Rós, Phia i Owls of the Swamp. W Krakowie natomiast znana już polskiej publiczności Halla Norðfjörð.

W ciągu ostatniego tygodnia zdołałem zobaczyć Myrrę z ekipą już dwukrotnie: w lubelskiej Tekturze i krakowskim Kolanku. Na koncercie drugiej Islandki – Pani Norðfjörð, też już byłem dwukrotnie, z tym, że po razie na każdej jej trasie. Pierwszy raz w Krakowie rok temu, drugi raz we wspomnianej Tekturze, w październiku. Jednak zdecydowałem, że pojadę na koncert do Krakowa, by podtrzymać swoją tradycję, w pewien sposób nazwałbym to pielgrzymką. Byłem ciekaw, co nowego do zaoferowania ma artystka podczas tej trasy, a koncert w Krakowie był w zasadzie inaugurującym trasę Halli po naszym kraju, po za tym miał być specjalny…

Przed koncertem... fot. paweł páll ævarKoncert nie odbył się tym razem (na szczęście) w Żaczku, a w galerii Onamato, która niebawem będzie obchodzić pół roku. Na początku ciężko było mi znaleźć to miejsce. Pytając ludzi o Galerię widziałem zdziwienie i słyszałem odpowiedź “Pierwszy raz słyszę o takim miejscu”. Po kilkunastu minutach błądzenia w końcu znalazłem wejście. Zadzwoniłem do drzwi, wszedłem na drugie piętro do Galerii. Atmosfera była niesamowita: dookoła paliły się dziesiątki świec, nastrój dostojny, jakby to wydarzenie miało być dla wybranych osób, arystokracji. Zresztą koncert w zamierzeniu miał być dość kameralnym wydarzeniem.

Powoli zbliżała się godzina dwudziesta. Z minuty na minutę coraz więcej osób przychodziło do galerii, zajmowało miejsca w sali. Jednak ilość osób nie przekraczała 50. Takie było w końcu założenie. Po godz. 20. wychodzi Bartek z Olą. Ola powiedziała kilka słów o miejscu, w którym się znajdowaliśmy, a Bartek streścił swoje standardowe wprowadzenie do kilku krótkich zdań: “Jestem kierowcą. Mam małą prośbę techniczną: proszę o wyciszenie telefonów. Przed Państwem Halla Norðfjörð, z Islandii!”. Na sali rozległy się gromkie oklaski, jakby zamiast niepełnej pięćdziesiątki osób było ich ze 300. Gwiazda tego wieczoru weszła na scenę, nieśmiało się przywitała. Zapowiedziała pierwszą piosenkę, wypiła łyk herbaty i zagrała “Poker Face”.

Halla Norðfjörð; fot. paweł páll ævarKoncert… akustyczny, bez zbędnego nagłośnienia, tylko sama Halla i jej akustyk. Kilka utworów w wersji ‚unplugged’ miałem okazję usłyszeć w Lublinie, gdy Halli nie pozwoliliśmy tak szybko zejść ze sceny ;) (relację z lubelskiego koncertu można znaleźć tutaj). Po Pokerowej Twarzy przyszła kolej na islandzkojęzyczny utwór, który pojawił się na „Demos” oraz  na „Tip Tap”. Mowa o „Glóð”. Artystka próbowała nam wytłumaczyć znaczenie tego słowa. Glóð oznacza blask. Po kilkunastu sekundach trwania tego utworu, tytuł miał niezłe przesłanie: rozglądając się po sali, w oczach widzów widać było ten blask. Blask zachwytu głosem i grą Halli. Sam też to czułem. Zwłaszcza, że uwielbiam słuchać utworów wykonywanych po islandzku. Po utworze przyszła kolej na piosenkę „Tign Er Yfir Tindum”. Halla wyjaśniła nam, że to jest wiersz napisany przez niemieckiego pisarza, Johanna W. von Goethe, który z oryginału został przetłumaczony na język rodziny artystki przez jej przyjaciela. Wszyscy w zachwycie słuchali Halli. Nie dziwię się; to prawie tak, jak słuchać głosu anioła: delikatny, kobiecy, pełen wdzięku. Po tym utworze były „Let’s Walk”, „The Bridge” (ten ostatni miał w październiku premierę na naszej stronie tutaj). „When I Married a Ghost”, cover „Everything for Free”(?).

Halla Norðfjörð; fot. paweł páll ævarByłem po prostu oczarowany, z resztą jak wszyscy, którzy przyszli na koncert. Swoją drogą było widać, że Halla zaczęła się już rozkręcać. Później można było usłyszeć Jump, Tip-Tap, Tímaþrá i ku mojemu zaskoczeniu Á Nýjum Stað. Nie spodziewałem się, że znów uda mi się usłyszeć ten kawałek na żywo. Mam do niego wielki sentyment, ponieważ bardzo mocno wbił mi się w głowę po lubelskim koncercie i przez długi czas nie dawał mi spokoju. Po Á Nýjum Stað miałem nadzieję, że to nie będzie ostatni utwór.

Halla kilkakrotnie dziękowała za przybycie na koncert, jednak występ wydawał mi się za krótki. Chociaż w sumie artystka wykonała 11 utworów. Ale chciałem więcej. I oczywiście jedna z najpiękniejszych piosenek została wykonana: Maybe. Później w zasadzie swoją premierę miał nowy utwór „Turn off the Engine”, który napisała w Polsce podczas ostatniej trasy koncertowej, na co publiczność zareagowała wielkim entuzjazmem. Na koniec zaśpiewała „When I Go”, podziękowała i… she’s gone. Ale nie na długo. Nikt nie chciał, by ten koncert tak szybko się zakończył. Więc Pani Norðfjörð wykonała jeszcze dwa inne utwory: „Love Will Tear Us Apart” – cover utworu Joy Division i „Where Have You Been”.

Galeria Onamato; fot. paweł páll ævarPodsumowując: Inauguracja tej trasy koncertowej Halli Norðfjörð była niesamowitym doświadczeniem. Galeria Onamato, która niebawem będzie świętować pół roku istnienia była miejscem idealnym, które u siebie wpisuję na listę miejsc obowiązkowych do zobaczenia w Krakowie. Koncert kameralny, niewielka liczba ludzi, pełno palących się świec, a utwory wykonane tylko akustycznie, bez jakiegokolwiek nagłośnienia. To wszystko było naprawdę magiczne. Czego mi brakowało na koncercie? (przepraszam, ale nie mogę pisać wyłącznie w superlatywach ;) Miałem tylko nadzieję, że usłyszę „More Than This” lub „Og Nú”. Jednak „Á Nýjum Stað” wyrównało ten minus na plus.

Jako, że to był mój trzeci raz, kiedy uczestniczyłem w koncercie tej islandzkiej artystki (każdy koncert przypadał na każdą trasę koncertową Halli po naszym kraju), mogę powiedzieć, że widać, że artystka się rozwija, za każdym razem pokazuje nam coś nowego i kto wie, czego będziemy mogli się spodziewać podczas kolejnej trasy. Myślę, że na pewno już debiutanckiego albumu. Wszystko idzie w dobrym kierunku. I oby tak dalej, Hallo! Trzymam za Ciebie kciuki!

foto: paweł páll ævar


More from paweł páll ævar

Svavar Knútur na przełomie kwietnia i maja w Polsce!

Nie wiem… mam chyba jakieś prorocze sny. Na kilka dn przed krakowskim...
Read More

Dodaj komentarz