Low Roar w rzeszowskim Teatrze Maska

Polska trasa Low Roar dobiega powoli końca. Każdy występ artysty pozostawia po sobie niedosyt, żywe wspomnienia i serca wypełnione tęsknotą.

W ubiegły piątek Low Roar w składzie Ryan Karazija (wokal, gitara) oraz Logi Guðmundsson (perkusja) i Leifur Björnsson (syntezatory, programowanie), wystąpił na deskach rzeszowskiego Teatru Maska. Scena teatru, jak i magia stylowego miejsca idealnie pełniły rolę tła, na którym rozgrywał się ten niecodzienny i wyjątkowy muzyczny spektakl.

Wydarzenie to było tym bardziej niepowtarzalne, że koncert był transmitowany na falach eteru Radia Rzeszów. To już drugie tego typu przedsięwzięcie Radia Rzeszów dotyczące muzyki islandzkiej. Dobrze pamiętamy poprzedni, październikowy występ Myrra Rós. Kibicujemy mocno tego typu radiowym akcjom.

Ponowne podziękowania należą się również organizatorowi trasy koncertowej Low Roar, agencji koncertowej SOUNDVIK. Brawo!

Low Roar podczas koncertu pieścił nasze zmysły utworami pochodzącymi z debiutanckiej płyty „Low Roar” wydanej w 2011r., jak również premierowymi kompozycjami z nadchodzącego drugiego albumu, którego premiera przewidziana jest za dwa miesiące.

Ryan udowodnił swój fenomenalny talent kompozytorski, charyzmę sceniczną i islandzką wrażliwość. A to wszystko pomimo wrodzonej skromności, wyciszenia, spokoju i wycofania. Bez gwiazdorzenia czy fajerwerków (no chyba, że tych emocjonalnych).

Intrygująca czarna scena oświetlona jedynie kilkoma białymi światłami umieszczonymi za plecami zespołu potęgowała wrażenia i jedyny w swoim rodzaju, specyficzny introwertyczny klimat. Od ciemności, przez cienie, aż do światła.

Koncert Low Roar mogliśmy odbierać jako widowisko cieni. Lunatyczny występ ludzkich szarych sylwetek. Muzyków okrywały półcienie i szaro-biały dym. Sprawiali wrażenie jakby byli nierzeczywiści, nierealni. Jakby byli duchami, które pojawiają się znikąd i przynoszą ze sobą muzykę.

Ryan bardzo rzadko zabierał na scenie głos między utworami. W większości kompozycje swobodnie płynęły jedna za drugą. Muzycy Low Roar byli jedynie medium, przekaźnikami tej muzyki. Następujące po sobie hipnotyczne dźwięki pochłaniały słuchaczy. Publiczność z łatwością poddawała się rozmarzeniu i refleksji. Muzyka odurzała ich swoją narkotyczną i intymną atmosferą.

Artysta świetnie wypadał w solowych fragmentach koncertu, kiedy zostawał sam na scenie, jedynie ze swoją gitarą. Natomiast kiedy akompaniowali mu przyjaciele, muzyka Low Roar nabierała kolejnych wymiarów, osiągała poziom, na którym odchodzimy od analizowania muzyki i jej intelektualnego rozumienia na rzecz emocjonalnego słuchania i intuicyjnego odczuwania.

Nie wiem jakie wrażenia towarzyszyły osobom słuchającym koncertu w radioodbiornikach. Natomiast wiem, że publiczność znajdująca się w Teatrze Maska, będąca bezpośrednim odbiorcą rozgrywającego się na scenie widowiska, była zdecydowanie zachwycona i oczarowana. Świadczyło o tym między innymi silne i mocne skoncentrowanie malujące się na twarzach słuchaczy, zamknięte oczy, bądź otwarte, ale wypełnione wzruszeniem. Dodatkowo każdy utwór kończyła burza głośnych i długich oklasków. To powodowało, że Low Roar tego wieczoru bisował kilkakrotnie. Z ciekawostek można jeszcze dodać, że na widowni znajdowała się także grupa fanów Low Roar, która przyjechała specjalnie na ten koncert aż ze Lwowa.

IMG_9740-2IMG_9749-2

IMG_9751-2

IMG_9787-2

IMG_9795-2

IMG_9802-2

IMG_9813-2

IMG_9821-2

IMG_9826-2

IMG_9839-2
IMG_9840-2IMG_9745-2

IMG_9758-2

fotografia: Agnieszka
tekst: Marcin

Written By
More from Agnieszka K

Múm i Sin Fang w Basenie

Zanim zaczniemy słów kilka o koncercie, należy wspomnieć najpierw o organizatorze koncertu,...
Read More