Colours of Ostrava 2016 – relacja!

Foto: Matyáš Theuer / https://www.facebook.com/colours.of.ostrava/
Foto: Matyáš Theuer / https://www.facebook.com/colours.of.ostrava/

Colours of Ostrava to festiwal, który od kilku lat polecam każdemu. Co najbardziej mnie w nim urzeka? To, że w jednym miejscu możemy zarówno posłuchać muzyki naszych ulubionych artystów, jak i poznać coś zupełnie nowego, często zupełnie niezwiązanego z naszymi muzycznymi zainteresowaniami. Klimat współtworzy niezwykła poprzemysłowa sceneria, bez której trudno sobie wyobrazić tę wielką muzyczną imprezę. Poza tym w Ostrawie spotykają się ludzie otwarci nie tylko na nową muzykę, ale i na dobrą zabawę z festiwalowiczami z różnych stron świata.

*Autorką tekstu jest Klaudia Torebko, dziennikarka muzyczna zakochana w muzyce skandynawskiej. Na co dzień dzieli się z Wami swoją pasją na falach eteru (i w Internecie) prowadząc autorską audycję Norra Musik w Radiu Egida – https://www.facebook.com/norramusik/. Klaudia! Bardzo dziękujemy!

Za nami piętnasta edycja festiwalu Colours of Ostrava. W dniach od 14 do 17 lipca w czeskiej Ostrawie, na terenie postindustrialnego kompleksu huty Dolni Vitkovice, bawiło się kilkadziesiąt tysięcy ludzi z całego świata. Tegoroczny line-up wyjątkowo ucieszył fanów muzyki nordyckiej. Norwegię godnie reprezentowały Aurora oraz Susanne Sundfør, z kolei z Islandii do Ostrawy przybyli tworzący duet Kiasmos Ólafur Arnalds i Janus Rasmussen oraz znana całemu światu formacja Of Monsters and Men. Tak się złożyło, że artyści z krajów nordyckich występowali tego samego dnia – w piątek 15 lipca. Na szczęście ich koncerty nie pokrywały się, co pozwoliło fanom w pełni cieszyć się występami swoich idoli. Kiasmos i Of Monsters and Men zagrali późnym wieczorem. Ólafurowi i Janusowi na pewno pomogło to w stworzeniu specyficznego klimatu, z kolei OMAM mogli fantastycznie zakończyć ten festiwalowy dzień na scenie głównej, porywając uczestników Colours of Ostrava swoimi energicznymi brzmieniami do tańca.

Przyznam, że koncert Kiasmos już na kilka miesięcy przed festiwalem skutecznie zaprzątał moją głowę. Muzycy rok wcześniej wystąpili na katowickim Festiwalu Tauron Nowa Muzyka i ze wszystkich stron słyszałam, że ich koncert należał do jednych z najlepszych. Pomimo dość późnej/wczesnej pory ich występu (była to 3.00 nad ranem!) totalnie zahipnotyzowali zgromadzony tłum i nie pozwalali na odpłynięcie myślami gdzieś indziej – wszyscy zanurzyli się w brzmieniach Kiasmos. W Ostrawie okazało się, że to wszystko prawda – Ólafur Arnalds i Janus Rasmussen tworzą niepowtarzalny muzyczny spektakl, o którym nie sposób zapomnieć. Islandczycy rozpoczęli swój występ o godzinie 22.30. Koncert odbył się na Agrofert Fresh Stage, niezwykle klimatycznej scenie, przy której aż pachnie starą hutą. Brzmienie Kiasmos było bardzo wyraziste, ozdobione skromną wizualizacją, w której dominowała biel. W granej muzyce można było znaleźć ukojenie. Fani Ólafura mogli być w pełni zadowoleni, bo z utworów wypływała charakterystyczna dla multiinstrumentalisty delikatność. Nie zabrakło znanych kawałków Kiasmos, np. Looped czy Dragged, co spotkało się z wielką radością zebranych pod sceną festiwalowiczów. Dobre nastroje zebranych słuchaczy Ólafur i Janus podtrzymywali poprzez stałe nawiązywanie kontaktu. Wydaje się, że ta interakcja cieszyła bardzo też samych artystów. Wyglądało na to, że bawią się równie dobrze, jak odbiorcy ich fantastycznego występu.

Foto: Matyáš Theuer / https://www.facebook.com/colours.of.ostrava/
Foto: Matyáš Theuer / https://www.facebook.com/colours.of.ostrava/

Kolejna porcja islandzkiego brzmienia czekała na nas na scenie głównej. Punktualnie o północy na Česká Spořitelna Stage rozpoczął się długo wyczekiwany koncert Of Monsters and Men. To, że zmęczenie po tylu wrażeniach dnia odpłynęło wraz z pierwszymi dźwiękami dobiegającymi ze sceny, jest chyba najlepszym dowodem na to, że koncert islandzkiej formacji był naprawdę dobry. Do zabawy nie trzeba było nikogo zachęcać. Wszyscy zebrani świetnie się bawili przy utworach zarówno z ostatniej płyty OMAM „Beneath the Skin”, jak i z ich debiutanckiego albumu „My Head Is an Animal”. Najwięcej radości – czego można było się spodziewać – wzbudziło wykonanie utworów „Wolves Without Teeth” oraz „Little Talks”. Na uwagę zasługuje na pewno perfekcyjne przygotowanie muzyków do tego koncertu. Ich występ na żywo nie odbiega wcale od wykonania studyjnego, można nawet śmiało powiedzieć, że ich utwory wiele zyskują w wersji live. Koncert Of Monsters and Men zamykał piątkowe koncerty na scenie głównej. Trzeba przyznać, że było to zakończenie idealne. I pomyśleć, że za tym występem stoją Islandczycy… To pewnie dziwiło niejedną osobę, w końcu muzyka islandzka wciąż jest kojarzona z pewnego rodzaju melancholią. Zakończę to anegdotką. Jeden z festiwalowiczów, bawiący się tuż obok mnie, zapytał: „Aha, to oni są pewnie ze Stanów Zjednoczonych?”. Niespodzianka!

Zdjęcia (za zgodą autora): Matyáš Theuer / materiały organizatora – https://www.facebook.com/colours.of.ostrava/

Foto: Matyáš Theuer / https://www.facebook.com/colours.of.ostrava/
Foto: Matyáš Theuer / https://www.facebook.com/colours.of.ostrava/

 Oficjalna strona Festiwalu – www.colours.cz

Written By
More from Gosc