Koncerty Ragnara Ólafssona – relacja z Rzeszowa i Krakowa

Tegoroczna trasa koncertowa Raggiego, to całkiem spore wyzwanie dla samego artysty i przedsięwzięcie logistyczne dla Borówka Music. 20 lutego wyruszył bowiem na szlak 14 koncertów, przebiegający głównie po terenach południowej Polski. Od wschodniej do zachodniej granicy kraju. Mało tego, Ragnar porwał się nawet na przekroczenie granicy ze Słowacją i odwiedziny w niezwykle gościnnych i przyjaznych progach klubów Presova i Kosic. Nam udało się spotkać artystę w dwóch miejscach, Rzeszowie i Krakowie.

Rzeszów, Pub Underground

Bardzo cieszy mnie, że Rzeszów coraz chętniej wita artystów z Islandii. Każda kolejna wizyta Islandczyków w moim rodzinnym mieście sprawia, że publiczność otwiera się bardziej i czeka na następnych gości. Na Ragnara czekało wiele osób. Underground Pub, miejsce kultowe i niezwykle zasłużone dla alternatywnego koncertowania w stolicy Podkarpacia, tym razem mocno się wypełnił. I po krótkim poślizgu, w atmosferze radosnych spotkań i przyjacielskich rozmów, bohater wieczoru wbiegł na scenę.

Ragnarowi nie sposób odmówić charyzmy i wrodzonego wdzięku. To człowiek niezwykle kulturalny i dobrze wychowany. W bardzo profesjonalny sposób podchodzący do muzyki i szanujący swoją publiczność. O utworach, które zagrał tego wieczoru nie będę pisał zbyt wiele (więcej o tym pisze Kasia, w relacji z Krakowa). Powiem tylko, że choć podstawowym instrumentem była gitara akustyczna (z towarzyszeniem skrzypiec), to nie zabrakło również utworów zagranych na instrumetach klawiszowych. Takie brzmieniowe urozmaicenie jest niezwykle cenne w przypadku blisko dwugodzinnego koncertu. Ale niespodzianek było więcej. Jeśli tylko jest taka możliwość, Ragnar stara się zapraszać do współpracy artystów z miast, które odwiedza. W Rzeszowie towarzyszyła mu Agnieszka, wokalistka związana z muzyką jazzową, r’n’b, soulem czy nawet hip-hopem. Świetnie jednak odnalazła się w tym folkowym, songwriterskim duecie.

Ragnar to mistrz ceremonii, wspaniały mówca, z humorem opowiadający nawet o rzeczach trudnych. Przy czym jego anegdoty wtrącane między utworami nie są sztuczne, wciągają i bawią, jednocześnie budując nastrój i wprowadzając w tematy kolejnych utworów. A w nich opowiadał o życiu, przyjaźni, miłości, wspominał podróże, dodawał otuchy przyjaciołom.

Muszę jeszcze dodać, choć to chyba oczywiste, że Ragnar jest świetnym muzykiem. Żyje muzyką, to ona jest jego naturalnym językiem. Posługuje się nim z niezwykłą wręcz lekkością. Nie ważne na jakim instrumencie gra – z każdego z nich potrafi wydobyć dokładnie to, co chce.

Wszystkim, których zauroczyła solowa twórczość Ragnara chciałbym przypomnieć, że to tylko jedna z jego muzycznych odsłon i twarzy. Sięgnijcie głębiej, poszukajcie albumów zespołów, z którymi gra lub grał, także tych, o których wspomina podczas swoich koncertów. Przekonacie się, że tego człowieka nie sposób zaszufladkować…

Kraków, Cafe Szafe

Trzy dni później nadszedł czas na stolicę Małopolski. W mroźny niedzielny wieczór publiczność tłumnie zebrała się w sali Cafe Szafe. Tuż po godzinie 20 zabrzmiały pierwsze dzięki otwierające płytę „Urges”„SSDD”. Podczas polsko-słowackiej trasy koncertowej Ragnarowi towarzyszył David, norweski skrzypek, który ubarwiał występ nie tylko dźwiękami instrumentu, ale również rozmową. Gościnnie głosu żeńskiego (i to jakiego!) użyczyła Zuza („Dozen”, „Petals”). Po pierwszym utworze artyści od razu chcieli sprawdzić naszą uwagę i skupienie podczas słuchania. Zagrali „Wine” bez nagłośnienia. Wśród publiczności panowała cisza. Słychać było tylko głos Ragnara i dźwięk jego gitary. Ale to nie znaczy, że nie mogliśmy pośpiewać razem z nim! Okazja natrafiła się podczas „Relations” i „Needle & Thread”.

W trakcie występu nie zabrakło anegdot o powstawaniu poszczególnych utworów, opowieści o podróżach Islandczyka („Every Brick in Manhattan”, „Southern Nights”) czy o procesie gojenia się złamanego serca (tytułowy „Urges” jako list miłosny napisany o dwa lata za późno). Występ trwał niecałe dwie godziny, które szybko upłynęły. Ragnar przyznał, że podczas ostatniej podróży stworzył wiele utworów. I to właśnie one złożą się na drugi solowy krążek, nazwany roboczo przez samego artystę „Post-break up album”, który powinien zostać wydany w drugiej połowie tego roku.

Setllista:
1. SSDD
2. Wine
3. Deva (new song)
4. Dozen
5. Bravery
6. Every Brick in Manhattan
7. Relations
8. Red Wine
9. War
10. Southern Nights (new song)
11. Urges
12. Petals
13. Scar
Bis:
14. Needle & Thread (new song)
15. Where the wild roses grow (Kylie Minogue & Nick Cave cover)
16. Sleep Now (Ask the Slave cover)

Foto: Bartek Wilk

More from Kasia Chmielewska

Koncert Kaleo w Warszawie – wyprzedany!

Mało który islandzki zespół może pochwalić się wyprzedanym koncertem podczas pierwszej wizyty. Kaleo...
Read More