Birkir Gislason – Brimbrot (recenzja)

Niewielu znam artystów (a do wtorku nie znałem chyba żadnego), którzy poświęciliby płytę nie temu co na Islandii, a temu co wokół niej. Mowa o Oceanie Atlantyckim, którego wody otaczają Wyspę od południa i zachodu. Brimbrot – album wydany w ubiegły wtorek przez Birkira Gislasona jest hołdem dla wszystkiego, co związane z oceanem. To płyta, której bardzo mocną stroną są kompozycje, ale także brzmienie i klimat. Saamowie potrafią opisać śnieg sześćdziesięcioma określeniami. A jak to jest z oceanem? Kiedy spędza się życie obok tego żywiołu, dzieli się z nim dni i noce, można go nie tylko zobaczyć ale i poczuć. Można opisać słowami i dźwiękami, w końcu też można poświęcić mu album.

Zdecydowana większość islandzkich albumów opisuje lub inspirowana jest przyrodą Wyspy. Fjordy, wulkany, pola lawy, bezdroża, miasteczka, wioski. Te inspiracje ujawniają się w formach muzycznych czasem zupełnie niespodziewanie i niezamierzenie. Niewielu jednak znam artystów (a do wtorku nie znałem chyba żadnego), którzy poświęciliby płytę temu co wokół Islandii. Mowa o Oceanie Atlantyckim, którego wody otaczają Wyspę od południa i zachodu. Dla ścisłości dodam, że linia brzegowa Islandii ma prawie 5 tys. km, od północy opływa ją Morze Grenlandzkie a od wschodu Morze Norweskie. Wszyscy doskonale wiemy, że Saamowie potrafią opisać śnieg sześćdziesięcioma określeniami. A jak to jest z oceanem? Kiedy spędza się życie obok tego żywiołu, dzieli się z nim dni i noce, można go nie tylko zobaczyć ale i poczuć. Można opisać słowami i dźwiękami, w końcu też można poświęcić mu album.

Brimbrot

Brimbrot – tak nazywa się płyta, którą mam na myśli. Wydana 3 marca przez Birkira Gislasona jest hołdem dla wszystkiego, co związane z oceanem. Sam tytuł albumu w języku islandzkim oznacza ni mniej, ni więcej tylko powierzchnie. Wiele powierzchni, bo to słowo jest pewną kategorią, zawierającą wiele znaczeń – warstwy, tekstury, temperament i wygląd oceanu. Wszystko to, co i jak artysta zapamiętał z czasu swojego dorastania. Bo to album, inspirowany dzieciństwem, które Birkir Gislason spędził w Skagaströnd, niewielkim miasteczku (mniej niż pięciuset mieszkańców w 2018 roku) leżącym nad zatoką Húnaflói w północno-zachodniej Islandii.

Każdy z kolejnych utworów jest więc próbą opisania różnych wymiarów oceanu, stąd też ich nazwy – oceaniczne głębiny, przypływ, fale, surfing… To płyta instrumentalna, w której najważniejsza jest gitara. Trudno jednak wrzucić Brimbrot do gatunkowego worka, bo łączy wiele różnych brzmień. Myślę, że powinna spodobać się fanom post-rocka, choć pojawiają się w niej także akcenty jazzowe, ambientowe czy wręcz filmowe. To płyta, której bardzo mocną stroną są kompozycje, ale także brzmienie i klimat. Całość tworzy świetnie dobraną paletę, oddającą barwy, kształty i naturę świata tak bliskiego i jednocześnie tak odległego, od wieków niezmiennie fascynującego ludzi – oceanu.

Birkir Rafn Gíslason

Birkir Rafn Gíslason to kompozytor, gitarzysta i producent. Dźwięki jego gitary usłyszycie m.in. na albumie Þel Láry Rúnars. Tworzył też muzykę do filmów. Brimbrot to jego pierwsza solowa płyta. Pracował nad nią przez trzy ostatnie lata i trzeba dodać, że to album w całości autorski. Skomponował, zagrał i nagrał niemal wszystko, co się na niej znalazło. Na perkusji wsparli go dwaj przyjaciele Egill Rafnsson i Arnar Gíslason. Z kolei na wiolonczeli zagrała Þórdís Gerður Jónsdóttir. Wszystkie pozostałe partie instrumentalne zagrał Birkir, a nagrania powstawały w jego domowym studiu, a także w Great Eastern Studio w Londynie.

Posłuchaj Birkir Gislason – Brimbrot na SPOTIFY.

Podsumowanie
Data
Album
Birkir Gislason - Brimbrot
Ocena
51star1star1star1star1star
Written By
More from Bartek Wilk

Captain Syrup, Kraków, 10.12.2016

Nie wiem jak Wy, ale ja nie miałem możliwości uczestniczenia w tegorocznym...
Read More