Islandzkie inspiracje: Vincent Coudert (Vinc2) – wywiad

vinckeyb3-smallVincent pochodzi z Francji, tam mieszka i tworzy muzykę z pogranicza elektroniki i ambientu. Na swoim koncie ma trzy albumy, które samodzielnie nagrał i wydał. Cały nakład ostatniego z nich został już kompletnie wyprzedany. Inspiracje czerpie m.in. od artystów z Islandii. Jest wielkim fanem Sigur Rós i to dzięki temu zespołowi odkryłem jego twórczość. To kolejny artysta, który gości u nas w ramach „islandzkich inspiracji”.

Click here for English version

Bartek: Twoja obecność na muzykaislandzka.pl, portalu poświęconym muzyce islandzkiej, może być dla wielu osób zaskoczeniem. Powiem więc tylko, że jesteś młodym artystą pochodzącym z Francji, a Ty przedstaw się nam szerzej.

Vincent Coudert (Vinc2): Jasne. Nazywam się Vincent Coudert. Wkrótce będę miał 27 lat, więc nie jestem aż tak młody (choć ludzie mówią, że wyglądam na mniej), mieszkam we francuskich Alpach, w pobliżu Annecy, pomiędzy Lyonem i Genewą. Jestem multiinstrumentalistą, gram na gitarze akustycznej i elektrycznej, basie, fortepianie, keyboardzie, harmonijce i cymbałach. Tworzę też własne dźwięki i beaty, mam też wiedzę z zakresu inżynierii dźwięku. I jestem kompletnym samoukiem. To dla mnie ważne, żeby uczyć się samem, z dala od wielkich teorii. Lubię mieć kontrolę nad swoją muzyką, każdy detal jest dla mnie bardzo ważny. Jestem wobec siebie bardzo wymagający. Ale muzyka to moja prawdziwa pasja i marzę o tym, żeby kiedyś móc z niej żyć. Niestety, póki co to niemożliwe, więc mam inną pracę w branży IT.

Bartek: Porozmawiajmy więc o Twojej muzyce. Jak już wspomniałem, jesteś młodym artystą, ale masz już na swoim koncie kilka własnych wydawnictw (3 albumy i jedna EPka). Kiedy zacząłeś komponować i jak zmieniała się Twoja muzyka?

Vinc2: Zacząłem komponować muzykę prawie 12 lat temu. Vinc2 to nazwa mojego instrumentalnego projektu, ale na swoich albumach lubię odkrywać kolejne, nowe muzyczne światy, podążając za tym, co w danej chwili ma na mnie wpływ. Chociaż moje płyty różnią się od siebie, ważne jest dla mnie, żeby dyskografia Vinc2 była spójna. Jeśli kiedyś pójdę w innym muzycznym kierunku, odbiegającym od tego co robiłem, to stworzę osobny projekt pod inną nazwą.

„Exoplanète” to moja pierwsza płyta, jej tematem była astronomia. Powstała w 2005 roku, gdy miałem 17 lat, ale wydałem ją dopiero w 2008. W tym czasie miałem silną depresję i myślę sobie, że dokończenie tego projektu uratowało mi życie. „Exoplanète” zawiera jednocześnie wszystkie moje lęki i rozczarowania, a z drugiej strony nadzieje i tęsknoty. To taka część mnie, takiego jakim jestem, albo raczej byłem, na każdej z płyt.

Moje drugie wydawnictwo, to mini-album nazwany „Dreams and Hopes” (2010). Powstał na bazie kompozycji z lat 2007-2008. Z 12 utworów wybrałem 7, które przetworzyłem w jedną spójną całość w sferze dźwięku i atmosfery. Mój ogólny stan nie był wtedy lepszy niż przy powstaniu Exoplanète, ale ta płyta jest pełna światła i jest na niej mniej niepokoju. Postawiłem jednak na spontaniczność i niewinność zachowując pierwszą nagraną wersję większości utworów. To album do słuchania podczas spacerów po parku, gdzieś między zimą a wiosną…

bythe3rdseaMoja trzecia płyta – „By The Third Sea” powstała w wyjątkowych warunkach. Kaprysy losu zwolniły cały proces jej powstania. Bardziej niż kiedykolwiek, włożyłem w ten album całą swoją duszę. Losowe zdarzenia zmusiły mnie do myślenia o tej płycie w taki sposób, jakby miała być moją ostatnią. Wszystkie utwory powstały 4 lata temu. Zapytasz czemu tak długo zajęło wydanie tego albumu? Wciąż go poprawiałem. I specjalnie, stopniowo zbierałem prawdziwie profesjonalny sprzęt, który pozwolił nadać kształt moim pomysłom. Kupowanie sprzętu to jedna rzecz, wykorzystanie jego możliwości to coś innego. Więc spędziłem trochę czasu na poznawaniu możliwości moich nowych zabawek. W efekcie mogłem stworzyć kompletnie nową wersję każdej kompozycji osiągając moją osobistą wizję perfekcji.

Temat morza pojawił się w 2011 roku. Poczułem atmosferę przypominającą samotną przeprawę przez morze. W dodatku wideo do utworu „Fantasia” też miało ten temat (zupełnie niezamierzenie).

Czym jest „third sea” (trzecie morze)? Każdy może mieć własne zdanie… Nie chcę wpływać na słuchacza wskazując obrazy, które miałem przed oczami pracując nad projektem. Ale przyznaję, że okładka płyty oddaje dość wiernie świat, który chciałem odtworzyć. „By The Third Sea” była oryginalnie bardzo minimalistyczna, ale instrumenty stopniowo się kumulowały… W końcu album stał się gęstą produkcją przypominającą morze dźwięków. Przypomina łódź kołysaną wolno przez fale, pośrodku gwieździstego oceanu, czasem spokojnego, czasem nieokiełznanego. Brak wyczuwalnego rytmu miał w zamierzeniu potęgować uczucie pływania.

W 2014 roku wydałem też małą, darmową EPkę (zawierającą cover utworu Jónsiego i Alexa „Indian Summer”). To taki wyraz podziękowania dla ludzi, którzy wspierali mnie od samego początku.

Bartek: Ty o tym wiesz, ale muszę wyjaśnić naszym czytelnikom, że Twoją muzykę poznałem dzięki oficjalnemu forum Sigur Rós. Dlatego zapytam Cię o inspiracje, także (ale nie tylko) te islandzkie.

Vinc2: Sigur Rós odkryłem w 2003 roku. ( ) i Kid A Radiohead dały mi chęci do tworzenia własnej muzyki. Na „Exoplanète” Sigur Rós byli bardzo mocną inspiracją. Ale nie tylko oni. Brzmienie jest nieco eksperymentalne z wpływami Boards Of Canada, Mùm, Radiohead (era „Kid A”). „Dreams And Hopes” brzmi bardziej popowo, elektronicznie, przypominając świat Mercury Rev (album „The Secret Migration”) I inne zespoły jak Air, SayCet czy Album Leaf. Inspiracje do „By The Third Sea” to przede wszystkim Jónsi & Alex, Sigur Rós, Eluvium, Hammock, Max Richter, Mono… To prawdziwie ambientowy album, mniej elektroniczny, bardziej organiczny niż moje starsze nagrania. Jest filmowy, z dźwiękami gatunku drone czy postr-rock.

Bartek: Zawsze pytam islandzkich artystów czy czerpią inspiracje z natury. Miejsce, w którym żyjesz jest zupełnie inne od Islandii, ale także piękne. Czy to jest dla Ciebie źródło inspiracji?

Vinc2: Tak, mam szczęście mieszkać w tak pięknym miejscu. Jest wiele podobieństw do Islandii, ale podstawowa różnica to gęstość zaludnienia. Bardzo wysoka we francuskich Alpach. Ale zgadza się, każdy przejaw natury, nawet w swojej najprostszej formie może być dla mnie źródłem inspiracji. Lubię rejestrować dźwięki natury. Mam okazję pracować na wsi, w drodze do pracy często widuję wiewiórki czy lisy. Niestety, w moim regionie są ludzie, którzy nie szanują natury tak jak Islandczycy czy Skandynawowie.

Bartek: Nagrałeś i opublikowałeś swoją wersję Svefn-G-Englar, której nasi czytelnicy mogą posłuchać. Dlaczego wybrałeś ten utwór?

Vinc2: To bardzo stary cover i opublikowałem go tylko dla przyjemności, bo zdaję sobie sprawę, że można go zdecydowanie udoskonalić. Ale bardzo zaskoczyła mnie liczba pozytywnych ocen! Svefn-G-Englar to dowód, że bardzo wolny utwór może być niesamowicie potężny. Od razu go pokochałem, kiedy tylko poznałem zespół. Wiem, że mój głos jest niczym, w porównaniu do głosu Jónsiego, ale zaśpiewanie go było dla mnie bardzo wzruszające.

Bartek: A skoro już mowa o Sigur Rós, grupie, której obaj jesteśmy wielkimi fanami, muszę Cię zapytać o ich ulubiony album i utwór. Możesz wybrać jeden?

Vinc2: Dla mnie Agaetis Byrjun, ( ), Takk i Valtari to arcydzieła. Lubię też Von, Ny Batteri EP, Ba ba Ti ki Di do, Saeglopur EP i Hvarf. ( ) jest chyba moim faworytem ze względu na wartość sentymentalną. Odkryłem ich przez tę płytę. Ostatecznie odnalazłem to, czego zawsze szukałem w muzyce. ( ) to więcej niż prosty album. Przemawia do mojej duszy i serca. To nieśmiertelna płyta.

Kveikur uważam za taki sobie i kompletnie nie lubię „Med sud í eyrum vid spilum endalaust”. Nie mogę w nim odnaleźć tej głębi, specyficznej dla Sigur Rós (przeklęty Flood!). Moim zdaniem kompozycje i produkcja tego albumu nie dorównują doświadczeniu zespołu. To tak, jakby anioły stały się zwykłymi ludźmi. Tylko Ara Batur utrzymuje poziom nagrań z poprzednich albumów.

Na żywo widziałem ich 4 razy. Najlepszy dla mnie koncert, to Lyon 2005 (Le Transbordeur). Trasa promująca Takk. To był najpiękniejszy dzień mojego życia. Zespół nie był wtedy jeszcze tak sławny i te chwile były bezcenne. Ci, którzy znają francuski mogą przeczytać moją relację – http://etoiledesneiges.canalblog.com/archives/2006/10/01/1099219.html

Bartek: Jest jeszcze jeden wspaniały islandzki accent wśród Twoich ostatnich nagrań. Myślę o the Indian Summer / Into Oblivion EP. Twoja wersja utworu Jónsiego i Alexa jest świetna. Zupełnie inna od oryginału, z wokalem Jaany Palonen.

Vinc2: Wielkie dzięki za komplementy! Kiedy nagrywam cover nie cierpię kopiowania oryginału. Zachowuję tylko podstawową strukturę utworu i tworzę coś kompletnie innego. Ale staram się też utrzymać ducha oryginału. Jaana Palonen (artystyczny pseudonim: Valveuni) jest świetną wokalistką, kompozytorką, muzykiem i osobą. To coś bardzo rzadkiego w dzisiejszych czasach. Miła, utalentowana i skromna.

Bartek: Czy możesz jakoś opisać swoją muzykę? Jakiego rodzaju dźwięki komponujesz, jaki gatunek muzyczny jest najbliższy Twojej twórczości?

Vinc2: Staram się oddać to, co w danej chwili jest w mojej duszy. Muzyka jest dla mnie terapią. Kiedy zaczynałem komponować, moje dźwięki były bardzo elektroniczne. Od tamtej pory każdy kolejny album jest bardziej naturalny. Ta zasada odnosi się też do następnego albumu, który będzie bardziej intymny i minimalistyczny niż “By The Third Sea”. Ale nie wykluczam, że wrócę też kiedyś do elektroniki, choć pewnie użytej w inny sposób niż na „Exoplanète”. Dziś mam o wiele większe umiejętności i doświadczenie w grze na instrumentach i obchodzeniu się z dźwiękiem niż wtedy, gdy zaczynałem. No i mam też o wiele lepszy sprzęt.

Bartek: Powiedz mi, czy trudno być niezależnym muzykiem we Francji? Samodzielnie nagrywać i wydawać tak wyjątkowe płyty?

Vinc2: Nawet nie wiesz jak trudno. Z powodu mojej pracy nie mam zbyt wiele czasu na tworzenie muzyki. Ale dziś nie wystarczy nagrywać, żeby być niezależnym muzykiem. Trzeba też być menedżerem i specjalistą od marketingu. To taka ciągła batalia. Z jednej strony mam wielkie szczęście, że mogę się dzielić swoją muzyką z całym światem, nagrywać płyty w domu, bez żadnej presji. Ale z drugiej strony muszę spędzać masę czasu na wysyłaniu płyt producentom, stacjom radiowym i promować się na Facebooku, Soundcloudzie czy Lastfm… Często z marnym efektem. Z nostalgią wspominam czasy, kiedy Facebook, Instagram czy  Twitter nie były narzędziem promocji dla muzyków. Dziś jedyną działającą strategią marketingową dla muzyka jest robienie przez cały dzień zdjęć i powtarzanie fanom, że się ich kocha. Fani odpowiadają tym samym i wszyscy są szczęśliwi. W naszych czasach każdy ma poczucie, że jest kimś bardzo ważnym i że bardzo ważna jest jego opinia. Żyjemy w erze narcyzmu i pokora jest wartością zanikającą. Nie jestem fanem tego wszystkiego.

Bartek: Wiem, że Twój świetny album „By The Third Sea” (2013) wyprzedał się całkowicie. Masz w planach jego ponowne wydanie? A może są już jakieś plany związane z nową płytą?

Vinc2: Dzięki za miłe słowa na temat tego albumu. Tworzę muzykę dla siebie, ale to dla mnie wielka przyjemność czytać, że jej słuchanie budzi w innych emocje. Tylko muzyka tworzy takie relacje między ludźmi, to niesamowite.

Odpowiadając na Twoje pytanie, mam plany związane z jednym i drugim. Pracuję właśnie nad reedycją “By The Third Sea” w wersji zremasterowanej (już prawie gotowa), w formie CD digipacku I na winylu. Chciałbym też dodać krążek z utworami, które nie weszły na płytę. No i pracuję też nad nowym albumem. Jestem w trakcie poszukiwań wytwórni, która chciałaby wydać moje projekty, ale to bardzo trudne.

Vinc2 na bandcamp – https://vinc2.bandcamp.com/music
Vinc2 na facebooku – http://www.facebook.com/pages/Vinc2/138811131954
Oficjalna strona artysty – http://www.vinc2.net/