Q&A z Ruxpinem!

Jego ostatni album to blisko godzina świetnej elektroniki. Płyta nosi tytuł We Become Ravens i została wydana 7 października nakładem amerykańskiej wytwórni n5MD. Ruxpin – bo o nim mowa – pochodzi oczywiście z Islandii, ale obecnie mieszka w zupełnie innym kraju. Zapytałem go o pracę nad najnowszym albumem, o życie i kilkanaście lat na scenie elektronicznej. Zapraszam do lektury Q&A z Ruxpinem.

Bartek: Zanim o muzyce, najpierw o tytule. Dlaczego kruki? Mógłbyś dać jakieś wskazówki do interpretacji tytułu?

Ruxpin: Naprzeciw mojego studia mieszkają dwa kruki. Za każdym razem, kiedy siadam, żeby komponować, one tam są – obok siebie. Zafascynowały mnie. Na moim poprzednim albumie „This Time We Go Together” też były mocno obecne. Na okładce widoczne jest stado kruków, wiele tytułów utworów odnosi się do nich.

RuxpinTe dwa kruki są czymś w rodzaju metafory o mnie i mojej dziewczynie. Oboje w pewien sposób przelatujemy przez życie – czasami bez korzeni. Wiele razy przeprowadzaliśmy się – teraz mieszkamy w Estonii. Nie ważne jakie są czynniki zewnętrzne w naszym życiu, zawsze jesteśmy razem. W pewnym sensie staliśmy się krukami.

Bartek: 15 utworów, blisko godzina minut muzyki. Gdzie i w jakim czasie powstawało We Become Ravens?

Ruxpin: Zebrałem trochę krytyki z powodu długości albumu, ale czuję, że płyty generalnie są dziś zbyt krótkie. Może ludzie nie mają czasu na tak długie albumy. We Become Ravens powstawał głównie w moim mieszkaniu w Tallinie przez jakieś trzy lata. W zasadzie tuż po wydaniu poprzedniej płyty miałem już pomysł na kolejną, ale zajęło mi trochę czasu, żeby odpowiednio ją uformować. Nie chciałem niczego przyspieszać. Zawsze trochę się wycofuję i zastanawiam, czy w przyszłości będę dumny z tego, nad czym właśnie pracuję. Nie chciałem, żeby ten album spełniał jakąś jedną, konkretną rolę, odpowiadał jakiejś konkretnej potrzebie (np. taniec czy odpoczynek). Chciałem, żeby był gdzieś pomiędzy. Miał być raczej nieokreślony, w tym sensie, że raz na jakiś czas powinien wprawić w ruch twoje nogi. Jakiś rok temu większość płyty była gotowa, ale czułem z tym albumem organiczną więź. Udało mi się wrobić mojego dobrego przyjaciela Jose Diogo w mix i mastering. Dał albumowi zupełnie inne brzmienie – coś, czego szukałem. Przyznaję, byłem przerażony oddając moje utwory do miksowania w inne ręce, ale jestem bardzo zadowolony z rezultatu.

Bartek: A który z tej piętnastki jest dla Ciebie najważniejszy?

Ruxpin: Myślę, że wskażę “Softly Said Hello” jako jeden z pierwszych, ukończonych utworów. Zacząłem intensywniej pracować nad innymi kawałkami odnosząc je właśnie do tego utworu. Jego pierwszy szkic powstał na krótko po tym, jak poprzedni album trafił do masteringu i dzięki temu utworowi wiedziałem już jak będzie brzmiała kolejna płyta. Chciałem, żeby była w niej melancholia, ale też zabawa. Serio, ale chciałem też, żeby wciąż było tam miejsce na eksperymenty. Powinienem pewnie odpowiedzieć sztampowo, że wszystkie utwory są dla mnie ważne – bo oczywiście są!

Bartek: Płyta jest kontynuacją poprzedniego albumu This Time We Go Together. Opowieści o dwójce wędrowców, wspólnie podróżujących przez życie i o miłości, która pokonuje wszystko. Czy to historie z Twojego życia?

Ruxpin: Jak już wcześniej wspomniałem, w pewnym sensie tak. Wiele metafor, ale ostatecznie w jakiś sposób łączą je wydarzenia z mojego życia. Jestem życiowym podróżnikiem i do tej pory miłość wszystko przezwyciężała – i nadal będzie. Ludzie za bardzo martwią się o sprawy materialne. Mam fantastycznych rodziców, wspaniałych braci i własną, kochaną rodzinę. Jedyna rzecz jaka się liczy to kochać i być kochanym. W tych kategoriach jestem bogaty.

Bartek: Szybko policzyłem, że to Twoje dziesiąte – solowe – wydawnictwo (ósmy studyjny album). A od wydania pierwszej epki „Mission” w 1999 roku minęło już 17 lat. Jak zmieniała się Twoja muzyka w tym czasie? W jakim miejscu jesteś dziś?

Ruxpin: To już 17 lat… Pierwszy kawałek wydałem na kompilacji w 1996 roku, miałem wtedy 15 lat. Zajmuję się tym więc już całkiem długo – i oczywiście chciałbym wierzyć, że dorosłem i rozwinąłem się. Często słyszę od ludzi, że czyjś ulubiony kawałek to coś, co zrobiłem dawno temu. Myślę sobie wtedy „dlaczego nie lubią moich nowych rzeczy?”. Pewnie nie robiłbym już tego, gdybym czuł, że ciągle jestem w tym samym miejscu. Znudziłbym się sobą – więc pewnie i inni znudziliby się mną. Mam nadzieję, że moja muzyka opowiada pewną historię – lub przynajmniej pomaga innym opowiedzieć ich własną historię. Szczerze mówiąc, nie wiem jaka będzie kolejna rzecz, którą zrobię. Myślę o kilku kierunkach, których chciałbym spróbować – ale to pewnie będzie moja własna podróż, droga do poznania w jakim muzycznym momencie teraz jestem.

Bartek: Zawsze zwracam uwagę na okładki albumów. We Become Ravens ma piękną szatę graficzną (Erika Tu) i wspaniałe winylowe wydania. Jak ważne są dla Ciebie wszystkie pozamuzyczne sprawy związane z wydaniem płyty?

Ruxpin: Mam wielkie szczęście, że mam Erikę Tu, niesamowitą artystkę z Litwy, która tworzy dla mnie okładki. Zrobiła kilka okładek do moich ostatnich albumów i zawsze udaje jej się mnie zadziwić. Te pozamuzyczne aspekty są bardzo ważne, stanowią coś w rodzaju przejścia do samej muzyki.

Bartek: Na koniec jeszcze krótkie pytanie o plany koncertowe – Polska?

Ruxpin: Bardzo bym chciał – i jest duża szansa, że niedługo pojawię się w Polsce. Słyszałem wiele dobrego o polskiej publiczności – no i Islandia ma świetną więź z Polską. Nie chcę zdradzać zbyt wiele o możliwych koncertach w Waszym kraju, żeby nie zapeszyć. Ale mam nadzieję, że będę tam niebawem.

Moją recenzję albumu We Become Ravens znajdziecie tutaj. Chciałbym też bardzo podziękować Oldze z wytwórni n5MD za pomoc.

Zdjęcie z oficjalnych materiałów prasowych

Ruxpin: Facebook | Soundcloud | Twitter

n5MD: www | Facebook | Soundcloud | Twitter