Captain Syrup, Kraków, 10.12.2016

Nie wiem jak Wy, ale ja nie miałem możliwości uczestniczenia w tegorocznym Iceland Airwaves. Dlatego bardzo mnie ucieszyło, że jeden z najmłodszych i najbardziej energetycznych projektów tegorocznej edycji wpadł z krótką wizytą do Polski.

W krakowskim Pięknym Psie petarda wybuchła chwilę wcześniej, za sprawą grupy UDA. Można śmiało stwierdzić, że był to więc wieczór miłośników porywającej gry na basie. Gdy UDA szalały na scenie, chłopcy z Captain Syrup sączyli w kącie napoje i trochę zagubieni kręcili się po lokalu. Po raz kolejny potwierdziła się zasada – im bardziej niepozornie wyglądają islandzcy muzycy, tym większa energia w nich drzemie. Do momentu wydania pierwszego dźwięku z instrumentów wyglądali raczej na potrzebujących pomocy, niż na kogoś, kto ma rozruszać publikę. Ale kiedy zaczęli… BUUUM i odjazd. Żadnej taryfy ulgowej dla siebie i słuchaczy. Perfekcyjna technika, niesamowita energia, skupienie i szczerość. Zgadnijcie, o czym mogą śpiewać – choć to akurat niedobre określenie. Zatem jakie mogą być tematy utworów funkcorowego zespołu tworzonego przez 19-latków z Islandii? Jeden z nich poświęcony był np. koniowi basisty. Jak szczerze wyznał Björn Heimir Önundarson (Najlepszy Basista Battle of the Bands 2014), to smutna piosenka, bo zwierzę padło z powodu dolegliwości brzucha. Wiem, wiem, wiem… Kolejny raz się powtarzam, ale po raz kolejny zaskakuje mnie świadomość muzyczna tak młodych artystów z Islandii, ich odwaga i całkowity brak kompleksów.

Captain Syrup pierwszy raz koncertowali poza Islandią. Krakowski koncert był ich drugim poza Reykjavikiem, bo dzień wcześniej zagrali w słowackim Bardejovie.

Zdjęcia: Bartek Wilk