Mr. Silla – Mr. Silla

Mr. Silla – tak nazwał ją jeden z przyjaciół. Przykleiło się, zostało. Sigurlaug Gísladóttir od lat była obecna na islandzkiej scenie, wspierała różnych artystów i projekty, koncertowała i nagrywała płyty, ale dopiero w 2015 roku zdecydowała się wydać własny album. Mr. Silla – bo tak go zatytułowała, to bardzo kobieca, zmysłowa płyta, pełna wdzięku i delikatności, a jednocześnie bardzo intymna i osobista. Artystka nie odcina kuponów od tego, co robiła wcześniej z innymi projektami. Przeciwnie, wybiera własną, zupełnie inną muzyczną drogę. Bardzo interesującą i wciągającą!

Pamiętam pewien wywiad z 2009 roku. W jednej z malutkich galeryjek w Reykjaviku, przy drewnianym stole siedzi dziewczyna. Wydaje się dość zakłopotana rozmową. Zapytana o swoje marzenia mówi, że chciałaby tworzyć więcej muzyki, znajdować miejsca, z których muzyka wychodzi. Bo z tym bywa przecież różnie, raz utwór pojawi się w żołądku innym razem jego powstanie zainicjuje spotkanie z jakimś nowym instrumentem. Dziewczyna czuje się szczęśliwa, właśnie obroniła pracę na Islandzkiej Akademii Sztuki, a galeria, w której ten wywiad został zarejestrowany, to dzieło jej znajomych z roku.

Przez kolejne 8 lat Sigurlaug Gísladóttir nadal robiła to, co kocha najbardziej. Trudno policzyć wszystkie albumy, w których nagraniu uczestniczyła, nie sposób zliczyć zagranych koncertów – múm, Snorri Helgason, Low Roar, Mr. Silla & Mongoose i oczywiście Mr. Silla. To jej własny projekt, choć w różnych okresach za tą nazwą kryło się wiele osób, muzyków różnych innych zespołów jak wspomniany już kolektyw múm, ale też Amiina, Seabear, Kimono czy jeden z moich ulubionych, a mało znanych artystów – Bob Justman. Grała folk, blues, muzykę elektroniczną, eksperymentalną, songwriterską. Sięgała po gitarę, ukulele, mirliton, harmonijkę ustną i klawiszową, gitarę basową. W końcu, jak mówiła w przywoływanym już wywiadzie przeprowadzonym przez Åsę Riton – jeśli nie umiesz grać na jakimś instrumencie, to weź go do ręki i naucz się. Jej muzyczne i sceniczne doświadczenia były ogromne, więc gdy zdecydowała się wreszcie nagrać własny, debiutancki album, nie musiała nikomu niczego udowadniać.

Album Mr. Silla nagrywany był w Reykjaviku i Londynie, a za produkcję odpowiadała Silla i Mike Lindsay. W większości utworów artystka zagrała sama, a w kilku wspierali ją także inni muzycy – m.in. J. Tyler Ludwick (Reach For Me, Holding On i I Want All). Dziś Tyler jest mężem Silli i stałym członkiem projektu, wspólnie koncertują. Płyta powstawała w wielu miejscach, bo zarysy utworów artystka tworzyła na swoim komputerze, gdziekolwiek się znalazła. Zresztą to właśnie od muzyki zaczynała się praca nad każdą z piosenek. Teksty dochodziły później. Kiedy wszystko złożyło się w jedną całość wchodzili z Tylerem do studia swojego przyjaciela i nagrywali… Tylko w jednym utworze gościnnie zagrała jeszcze Ingbjörg Elsa Turchi (basistka Rökkurró, Boogie Trouble). Dla Silli praca w pojedynkę, czy w dwójkę była czymś zupełnie innym, osobistym. Wcześniej, grając z múm (nagrała z nimi 3 albumy) czy Mice Parade współtworzyła organizm liczący 8 czy nawet więcej osób. Podobnie było z początkami Mr. Silla, kiedy na scenie towarzyszyli jej przyjaciele z różnych zespołów, a muzyka brzmiała bardziej gitarowo.

Mr. Silla stał się więc albumem bardzo osobistym, pełnym wdzięku, czaru i delikatności. To bardzo kobieca, zmysłowa płyta, bardzo naturalna, tak jak sama artystka. Silla nie potrzebuje specjalnego, efektownego scenicznego image’u, jest skromną osobą, żyjącą bardziej samym graniem, niż sceniczną sławą. Słychać to także w jej muzyce. W tekstach natomiast pulsują emocje. Artystka pisze o swoich uczuciach, dotyka miłości, relacji między kobietą a mężczyzną. Bywa, że opisuje je z punktu widzenia drugiej osoby. Jest autorką wszystkich tekstów, poza dwoma – Dressed Lighlty, do którego słowa napisała Una Stígsdóttir i Breathe, autorem tego tekstu jest Sam Genders (z brytyjskiej grupy Tunng).

Na bardzo intymny charakter płyty wpływa też jej brzmienie. Od pierwszej do ostatniej minuty jest bardzo nastrojowo. Klimat subtelnej elektroniki, wspieranej gitarą świetnie współgra z tekstami i głosem Silli. A z tego głosu aż kipią emocje. Niby delikatny i łagodny, a pulsujący i pełen siły, powabny i zmysłowy, a jednocześnie jakby smutny i mroczny. Wśród 9 utworów, poza tymi, brzmiącymi radiowo i elektronicznie, które stały się już bardzo rozpoznawalne (Reach For Me – w klimacie Roisin Murhy, Breathe, Holding On, I Want All) płyta zawiera też kilka wymykających się takim określeniom, sprowadzonych do minimalnego instrumentarium, którym stylistycznie bliżej do klimatu muzycznych eksperymentów múm.

Album został wydany 9 października 2015 roku nakładem wytwórni 12 tónar. Warto jeszcze dodać, że masteringiem całości zajął się Alan Douches / West West Side Music NY, współpracujący wcześniej choćby z Sufjanem Stevensem. Natomiast w warstwie wizualnej Mr. Silla wsparli – islandzki artysta Halldór Ragnarsson (handwriting) oraz autor okładki – Kevin Bourland.

Mr. Silla ‎– Mr. Silla

1. Dressed Lightly 3:43
2. Reach For Me 3:53
3. Holding On 3:39
4. Breathe 4:57
5. Baobab 3:08
6. Down The Hill 3:18
7. One Step 4:30
8. Cold 6:17
9. I Want All 4:23

 

 

https://www.facebook.com/sillasilla

Zdjęcia – Kevin Bourland