Sklep to takie przepiękne słowo – wywiad z Bloodgroup

Kiedyś Książę ciemnej Islandii z Prins Póló wspomniał, że będzie odwiedzać Polskę co roku. Coś mu nie wyszło, za to możemy być pewni, że przy okazji każdej europejskiej trasy przyjeżdżać do nas będzie Bloodgroup. Za kilka dni odbędzie się premiera ich najnowszego albumu Tracing Echoes, który bardzo zaskakuje brzmieniem odmiennym od poprzednich wydawnictw. Z tej okazji można będzie posłuchać nowego, o wiele mroczniejszego i bardziej spójnego materiału na żywo już w kwietniu – w Poznaniu, Sopocie, Warszawie i Krakowie. Mogę Wam zdradzić, że będzie się działo na koncertach! W oczekiwaniu na przyjazd zespołu do Polski, postanowiliśmy specjalnie dla Was odwiedzić braci Hallura i Raggiego w studiu w Reykjavíku i dowiedzieć się, czym kraj nad Wisłą zdobył serca tej czwórki Islandczyków. Zapraszamy do słuchania i lektury!

You can read English version of this article here!

Wiele rzeczy zmieniło się w waszym życiu od czasu wydania Dry Land, ale jak zmieniły się fascynacje muzyczne?
Raggi
: Nie jestem pewien czy nasze fascynację się tak naprawdę bardzo zmieniły, ale w jakimś sensie jesteśmy bliżej ukształtowania naszego unikalnego stylu, który zawsze chcieliśmy stworzyć.
Hallur: Tak. Właściwie zrobiliśmy coś, czego pragnęliśmy od długiego czasu. A Sunna, ona zagrała z nami jakieś 200 koncertów zanim nagraliśmy cokolwiek. Naprawdę zbliżyła się do zespołu. Nie było to dla niej łatwe, bo nie znała nas, zanim do nas dołączyła.
Raggi: Tak, to zapewne dziwne dla niej dołączyć do zespołu z jakimiś chłopakami, których się nie zna i musieć rzucić szkołę. Zatem jest bohaterką.
Hallur: Oj, jest.

Więcej o Sunnie…
Hallur
: Zadzwoniliśmy do niej po raz pierwszy, kiedy dołączała do zespołu. Dzwoniliśmy w środku nocy, nie wiedzieliśmy jaka jest godzina, bo pracowaliśmy w studiu dzień i noc. Więc dostaliśmy jej numer. Zadzwońmy do tej dziewczyny. Óli Arnalds mówi, że jest dobrą wokalistką, więc gdzieś tak koło 2 nad ranem dzwoniłem. Cześć, tutaj Hallur z Bloodgroup. Potrzebujemy nowej wokalistki i słyszeliśmy, że potrafisz śpiewać. Możesz wpaść do naszej sali prób? Eeee, co? Tak, jasne. Przyszła i graliśmy wtedy jakieś piosenki? Chyba za pierwszym razem tylko coś próbowaliśmy. Zatrudniliśmy ją z miejsca. A za 3 tygodnie pojechaliśmy z trasę.
Raggi: To też niesamowite, że chwyciła nasze poczucie humoru już pierwszego tygodnia. Bo mamy bardzo pokręcony żart w zespole i to naprawdę ważne, że wszyscy…
Hallur: Wszyscy dzielimy to poczucie humoru.
Raggi: Że możemy dzielić je razem. Ona się wpasowuje zaskakująco.
Hallur: Po tym jak Sunna do nas dołączyła, pojechaliśmy w ogromną trasę. Zagraliśmy coś koło 150 koncertów w ciągu pierwszego jej roku w zespole. I tylko śpiewała piosenki, których nie napisała. Więc musiała włożyć własne odczucia w naszą muzykę. Zatem było to coś w rodzaju… nie chcę użyć słowa „niespodzianką”, ale było naprawdę dobrym uczuciem, kiedy zaczęliśmy pisać muzykę razem, zobaczyć jak dobra jest Sunna.
Raggi: Tak, bo nie mieliśmy z nią żadnych doświadczeń studyjnych czy kompozycyjnych. A ona jest w tym naprawdę dobra.

To już taka mała tradycja Bloodgroup, że zespół nagrywa smyczki zaaranżowane przez Ólafura Arnaldsa. Jednak tym razem sekcja smyczkowa to nie jedyne akustyczne instrumenty użyte na Tracing Echoes. Czyżby bracia Jónsson wrócili do basu i perkusji?
Raggi
: Właściwie tak. Gram trochę na kontrabasie i gramy dużo na instrumentach perkusyjnych. W jakimś sensie chcieliśmy na albumie osiągnąć pewne akustyczne brzmienie albo…
Hallur: Coś jak swobodne.
Raggi: Nie tak zaprogramowane.
Hallur: Znamy Ólafura, odkąd wydaliśmy nasz pierwszy album. Był naszym dźwiękowcem na początku. Pracował w klubie w mieście jako inżynier dźwięku i poprosiliśmy go, żeby czuwał nad naszym brzmieniem na trasie po Islandii. Więc pojechał z nami, grając. Później bardzo chciał zrobić coś dla nas na Dry Land, a jest w studiu za drzwiami naprzeciwko, więc kiedy piszemy coś, on wchodzi tutaj, jako forma ucieczki czy zaczerpnięcie jakiejś inspiracji czy coś w tym stylu.
Raggi: Wchodzi i mam piosenkę. Mam naprawdę fajny pomysł na smyczki w tym utworze.
Hallur: Możesz mi wysłać mp3 czy coś? I wysyła to do naszej pokoju, a niewiele później przychodzi z powrotem – zrobiłem coś! Szalone. Naprawdę fajnie być w tym kompleksie, w którym pracujemy, możemy czerpać inspirację od innych artystów. To naprawdę dobra rzecz.
Raggi: Czasem po prostu robimy sobie spacerek po korytarzu i widzimy co inni robią – co FM Belfast, i GusGus, i Óli robią, i pogawędzimy o tym, inspirując się nawzajem.

Mamy sposobność posłuchać Fall w polskim radiu. Drugim singlem z Tracing Echoes jest Nothing is written in stars.
Hallur
: Fall była oryginalnie napisana jako piosenka R’n’B. Po prostu przearanżowaliśmy ją. To było naprawdę zabawne, bo brzmi tak totalnie inaczej niż na początku.
Raggi: Tak i Nothing is written in stars była pisana na gitarę akustyczną.
Hallur: I brzmi bardzo odmiennie. Za tą piosenką kryje się historia. To była właściwie pomyłka, jak powstał ten utwór, bo Sunna napisała do mnie smsa pewnej nocy, kiedy ja i Raggi pracowaliśmy w studiu. Mówi, że pomysł na piosenkę – miała nazwę roboczą – Do You Know To Do. I mówi, że ma pomysł na Do You Know To Do. Opisała ją i chciała mieć te bębny downtempo i bas elektryczny i opisała to bardzo dobrze.
Raggi: Chciała czegoś trip-hopowego.
Hallur: Trip-hop. Ja i Raggi ruszyliśmy, to przecież świetny pomysł. Zaczęliśmy opracowywać na nowo tę piosenkę, zmieniać w niej wszystko i po prostu kasować wszystkie oryginalne bębny i bas i spędziliśmy nad tym całą noc, tak mi się wydaje, po czym wysłaliśmy jej mp3 rano. W ten sposób? I wiesz, nie odpisała. Następnego dnia przyszła do studia. Czerwona na twarzy powiedziała: och, miałam na myśli inną piosenkę. Miała ten pomysł dla innej piosenki.
Raggi: Ten utwór nie jest na płycie.
Hallur: Ten utwór nie jest na płycie. Więc Nothing is written in the stars wynikł z pomyłki.

Jakieś inne zabawne pomyłki?
Hallur
: Zawsze dzieją się zabawne rzeczy w studiu. Śmiejemy się sporo, kiedy tworzymy muzykę. Coś jakby ludzie opowiadali sobie żarty. Robimy piosenkę i śmiejemy się razem.
Raggi: Znasz grę video, starą grę video z lat 80. Ski or Die? Intro ma fantastyczne 8-bitowe solo na syntezator. Wypróbowujemy je przy każdej piosence, którą gramy, po prostu dla zabawy.
Hallur: Zmieniamy aranżację piosenek, żeby się po prostu pośmiać. Przyspieszamy je, zwalniamy albo zmieniamy motyw przewodni. Jak ci się to podoba, hahaha? Albo wiesz, nagrywamy jakieś bezsensowne wokale. Dużo tego robimy.
Raggi: Tak tak i czasem niektóre z naszych żartów zaczynają nabierać fajnego brzmienia i wtedy wpasowuję je w piosenki.
Hallur: Kiedy improwizujesz, czasem coś się dzieje. Coś dobrego. Mała iskra inspiracji – właściwie moglibyśmy użyć tej zabawnej rzeczy, którą tam wymajstrowałeś i po prostu zmienimy ją trochę i działa.

Bloodgroup rusza w trasę po Europie w kwietniu…
Raggi
: Trasa to przetransformowanie naszego wszechświata i egzystencji. Żyjemy w innym wymiarze czy coś podobnego, bo spędzamy cały dzień razem w tourbusie, w klubach, gdzie gramy. Mówimy po islandzku i nikt wokół nas nie mówi po islandzku. To coś w rodzaju bycia w innym wymiarze.
Hallur: Robi się naprawdę cierpko.
Raggi: Robi się dziwnie po kilku tygodniach.
Hallur: Zaczynamy używać słów, które nie istnieją.
Raggi: I tym podobne.
Hallur: I śmiejemy się ze wszystkiego, co widzimy. Z każdego znaku ulicznego, wszystkich sklepów (the skleps :) ) w Polsce. To jedna z najzabawniejszych rzeczy, jakie widzieliśmy w Waszym kraju.
Raggi: Tak, sklep to takie przepiękne słowo, bo w islandzkim nie ma bardziej bezsensownej rzeczy, którą możesz powiedzieć niż sklep.
Hallur: Najprawdopodobniej nie znaczy to nic. Nie ma cienia szansy, że jeśli powiesz do kogoś sklep, to dopasuje do tego jakieś znaczenie. To bardzo zabawne dla nas.
Raggi: I nawet kiedy jesteśmy poza Polską na trasie, wciąż mówimy: tak, musimy się zatrzymać w następnym sklepie, muszę się wysikać czy coś.

Ostatnia wizyta Bloodgroup miała miejsce w Białymstoku w maju 2012 roku. Podobało się?
Hallur
: Było naprawdę dobrze. To bardzo dziwne doświadczenie, bo nie lecieliśmy dotąd za dużo razy tylko na jeden koncert. Nie, zrobiliśmy to może kilka razy, głównie na amerykańskie występy. Po prostu jechaliśmy do Nowego Jorku, zagraliśmy koncert i wróciliśmy do domu. Większość naszych instrumentów zginęła w drodze do Białegostoku i musieliśmy pożyczać jakieś inne. Nie były to te same, ale naprawdę dobry sprzęt.
Raggi: Nasz promotor powiedział nam: tak, instrumenty nie dotrą. Ok, więc załatw nam jakieś syntezatory z lat 80. i poprosiłem o konkretne modele. I właściwie ściągnęli je dla nas.
Hallur: Mieli wszystko, o co poprosiliśmy. To było niesamowite, ale cały dzień ciężko na to pracowali. Spędziłem cały dzień na telefonie.
Raggi: Mieliśmy próbę przez calusieńki dzień, żeby doprowadzić wszystko do dobrego brzmienia.
Hallur: Żeby pasowało. To była naprawdę dobra zabawa. Było tam tak fajnie. Dobra frekwencja na koncercie. Pamiętam, że jakieś 5 minut przed występem byłem na dole i pojawiła się może trójka ludzi w sali. Więc poszedłem na backstage i powiedziałem: ok, to nas pierwszy polski koncert bez kompletu ludzi, ale zróbmy dobry show dla tej trójki. Zeszliśmy znów na dół i było pełno…

Ponoć mieliście około 100 pomysłów na nowe piosenki. Nie było zbyt łatwo wybrać tych kilka na Tracing Echoes. Wciąż macie niezłą bazę pod następne wydawnictwo.
Raggi
: Napisaliśmy tak dużo piosenek i mamy chyba z trylion utworów, których nie użyliśmy i pewnie wykorzystamy niektóre z nich na naszym następnym wydawnictwie.
Hallur: Chcemy nagrać EPkę. Może w tym roku. Z piosenkami, których nie użyliśmy. Bo są w innym klimacie.
Raggi: To nie tak, że te piosenki nie były dość dobre czy coś. One po prostu nie pasowały klimatem do tego albumu.

Hallur: Nie możemy się doczekać kolejnej wizyty w Sklepland.

Dziękujemy!

Written By
More from úlfurinn

Árstíðir na Letniej Scenie Radia Kraków

Jutro trasę koncertową rozpoczyna zespół Árstíðir. Mamy to szczęście, że w lipcu...
Read More

Dodaj komentarz