Rozmowy na odległość – Olèna Simon (wywiad)

Zdjęcie: Hallur Karlsson

Większość z nas kojarzy jej głos z Asonat. Warto jednak pamiętać, że Olèna Simon ma na swoim koncie udaną solową płytę „Made in Hurt by Heart” z 2012 roku, a miesiąc temu wydała swoją EP’kę zatytułowaną „Squonk”. W związku z pojawianiem się nowego wydawnictwa mieliśmy ogromną przyjemność porozmawiać z artystką.

Click here for English version of this article

 

 

Kasia: 11 lutego miała miejsce premiera Twojej EP’ki „Squonk”. Chciałabym zacząć rozmowę od tytułowego utworu. Czy jest to odwołanie do legendy o potworze, który przez swój wygląd unika ludzi? Gdzie spotkałaś się z tym podaniem i skąd pomysł na wcielenie tej smutnej postaci do utworu?

Olèna: Zgadza się! Cieszę się bardzo, że o to pytasz. Chciałam wyrazić brak zrozumienia na cierpienie drugiego człowieka. Bardzo przeżywam zło, jakie ludzie wyrządzają sobie nawzajem. Płaczę i czuję ogromny ból oglądając wiadomości. Ciężko jest mi skoncentrować się na własnym życiu mając świadomość co dzieje się dookoła. Nie mieliśmy rozwijać się w tym kierunku. Wtedy pomyślałam: skoro żyję na tym niedoskonałym świecie, to chciałabym dać szansę dobru, aby zajaśniało.

Rodzina i historia są kierunkiem, w którym zmierza mój nowy album. W związku z tym szukałam informacji o pochodzeniu języków. Studiowałam łacinę i mitologię. Squonk pasował idealnie do moich odczuć i tekstów. Postać ta istnieje w doniesieniach naukowych. Myślę, że teraz już wiesz czemu akurat Squonk – ten łagodny ale brzydki potwór, który przemienia się w łzy i zawsze odradza się na nowo.

K: Pozwolę sobie puścić wodze fantazji. W teledysku autorstwa Katsunori Saito jesteś rozmyta, aby nikt nie mógł na ciebie dokładnie spojrzeć. Chciałaś wcielić się w Squonk’a?

O: Poniekąd tak. To jest to, co naprawdę lubię w teledyskach. Mogą dawać dodatkowe znaczenie lub być całkowicie wolne od wyjaśnień. Jest jeszcze inna wersja teledysku, która dzięki bliskim ujęciom sprawia, że jest bardziej intymna, poniekąd sensualna. Zbliżone ujęcia na moją skórę, łzy i zamknięte usta były moim zdaniem nieodpowiednie. To nie był obraz jaki chciałam dla tej piosenki. Początkowo miałam wizję, by kręcić teledysk w  jaskini. Miałam być pokryta mchem, błotem i skałami. Bardzo chciałam to zrobić! Niestety warunki pogodowe uniemożliwiły nam realizację tego pomysłu.

K: Na EP’ce znajdują  się również 3 remixy. Jeden dotyczy utworu już nam znanego z debiutu („My Heart Beats for You”) oraz dwie wersje utworu „Lupus Ac Cerva”. Czy ten utwór obok „Squonk”  znajdzie się na nadchodzącym albumie długogrającym? Kiedy możemy spodziewać się następcy „Made in Hurt by Heart” z 2012 roku?

O: Remiks „My Heart Beats for You” autorstwa Jonas Thor wykonywałam wielokrotnie i zawsze był dobrze przyjmowany przez publiczność. Podczas mojej trasy koncertowej w Japonii, przyszedł do mnie fan pytając, gdzie mógłby nabyć tę piosenkę. Obiecałam, że umożliwię mu to. Oryginalna wersja „Lupus Ac Cerva” znajdzie się następnej płycie. Remiksy są dostępne tylko na EP’ce.  Chciałbym mieć gotowy swój drugi album jeszcze w tym roku. Chciałabym to zrobić dla mojej publiczności za bycie tak cierpliwą.

K: W swoim vlogu, który prowadzisz od początku roku opowiadasz jak wygląda przygotowanie płyty, ile osób pracuje nad tym, abyśmy my mogli cieszyć się muzyką oraz obrazem. Spotkałaś się z dużą pomocą i dobroczynnością innych ludzi. Chciałabyś o tym opowiedzieć?

O: Pewnie! Mój projekt ożył dzięki ludziom, których spotkałam na swojej drodze. Zanim będę w stanie wynagrodzić wszystkim za ich talent, czas i hojność, pomyślałam, że mogę w skrócie wyjaśnić cały proces tworzenia debiutanckiego albumu za pomocą vloga. Niektórzy artyści znajdujący się w podobnej sytuacji jak ja, pomagają sobie na ile są w stanie. Nie potrzebujesz zdjęć, bookletu z tekstami czy specjalnego wydania CD. Można omijać koszty, jak to tylko możliwe,  ale nie należy oszczędzać na najważniejszym etapie produkcji:  mixowaniu i masteringu.

Dla „Made in Hurt by Heart” sama wykonałam mixy, a mastering zleciłam studiu w Nowym Jorku. Kiedy oba te procesy są wykonane, można uwolnić swoją muzykę. Poprosiłam mojego przyjaciela, który zajmuje się dystrybucją muzyki o kontakt z fabryką, która mogłaby wykonać małą ilość płyt CD. Firma przedstawiła mi ich możliwości, ale nic nie pokrywało się z moją wizją wydania albumu. Właściwie to miałam już w swojej głowie gotowe opakowanie dla płyty. Zadzwoniłam do swojej paryskiej przyjaciółki Gwladys Esnaul, która była na etapie rozkręcania swojej firmy graficznej. Zapytałam ją o minimalne koszty wykonania mojego projektu, a ona z uwagi na naszą przyjaźń zaoferowała mi jego realizację. Za artwork była odpowiedzialna moja nauczycielka ze szkoły artystycznej Nathalie Talec, która również została moją przyjaciółką. Pamiętam jak przesłała mi Portait bleu (akwarela ta stała się okładką mojego debiutu). Zapytałam ją, czy mogę pożyczyć ten obraz dla mojego projektu. Nathalie w odpowiedzi dosłała mi całą kolekcję swoich akwareli z dopiskiem, że mogę sobie wybrać prace jakie chcę. Dodała, że będzie to jej wkład w spełnianie moich marzeń.

Znalazłam w internecie naprawdę piękne stroje wykonane przez fińską projektantkę, która mieszka w Paryżu. Okazało się, że jest ona przyjaciółką dwojga moich znajomych! Matleena Venable, projektantka Sokeria Kans, po skontaktowaniu się z moją starszą siostrą (która miała  niebawem mnie odwiedzić) poprosiła tylko o to, aby suknie wróciły w idealnym stanie! Tak więc wymarzone ubrania podróżowały razem z moją siostrą. W Reykjaviku jeden z moich przyjaciół zajmował się fotografią jako hobby i miał dostęp do pracowni. Úlfur Kristjánsson robił zdjęcia i Gjóni Helgason  dał mi wolną rękę w garderobie i wspierał mnie. Dzięki temu wszystko było możliwe. Musiałam tylko sfinansować wydanie CD oraz podpisać kontrakt z fabryką, która tego się podejmie.

0000243287_10
„Made in Hurt by Heart”

K: Zauważyłam podczas oglądania twoich nagrań na vlogu, że przykładasz dużą uwagę do detali, wizualnego wyglądu płyty, jej wnętrza. Co najbardziej lubisz podczas procesu tworzenia płyty?

O: Lubię wszystko, co jest związane z produkcją albumu. Wydanie płyty było moim marzeniem. Chciałam zrobić to wszystko na poważnie. Mogłam zrealizować to bardzo prosto, ale nazwa album „Made in Hurt by Heart” – zbiór młodzieńczych fragmentów mojego życia – musiał być w pewnym rodzaju cennym pudełkiem. Jak wtedy, gdy masz tajemną skrzynkę, którą wykonałaś własnoręcznie. Studiowałam w szkole artystycznej i tam nauczyłam się wszystko wyjaśniać i nie pozwalać na to, by dużą rolę w moim życiu odgrywał przypadek. Możesz stworzyć swoją szansę.

K: Poza mówieniem o muzyce na swoim vlogu również pokazujesz życie w Reykjaviku. Skąd ten pomysł na dzielenie się swoim patrzeniem jako obcokrajowiec w Islandii?

O: W ubiegłym roku spędziłam kilka miesięcy w Japonii. Zaczęłam oglądać filmiki na Youtube na temat tego co robić, a czego nie, co jeść, jak jeść, gdzie się wybrać w Japonii. Po powrocie na Islandię chciałam mieć więcej informacji o życiu jako cudzoziemka. Pomyślałam, że może niektórzy chcieliby wiedzieć troszkę więcej o codziennym życiu  na wyspie. Dopiero rozpoczynam tworzenie vloga. W przyszłości chciałabym rozmawiać o wszystkim, gdzie uczyć się języka islandzkiego, jakie są twoje prawa jako pracownik, jeśli pojawią się pewne problemy – gdzie szukać pomocy…

K: Poza solowym projektem jesteś również wokalistką i autorką tekstów w Asonat. Wyczytałam na Waszym fb, że pracujecie nad nowym albumem! Jest szansa na uchylenie rąbka tajemnicy na temat nowego materiału?

O: Możemy powiedzieć, że jesteśmy bardziej ukierunkowani na eksperymenty, ale nie ustaliliśmy jeszcze żadnej granicy czasowej. Jesteśmy na etapie poszukiwania. Bądźcie czujni!

K: Gdybyś mogła wybrać miejsce na zagranie koncertu, gdzie by to było?

O: Każde miejsce by mnie uszczęśliwiło. Bardzo podobało mi się w Japonii i chciałabym tam wrócić. Pojechałam tam, ponieważ jestem zafascynowana ich kulturą. Dodatkowym powodem był również ciepły odzew ze strony fanów. Wiedziałam, że mam do kogo jechać. Uwielbiam podróżować i poznawać nieznane mi wcześniej kultury. Podróżowanie jest luksusem. Jeśli mogłabym robić to na co dzień jako sposób na życie – byłabym najszczęśliwszą osobą na świecie.

K: Jakiej muzyki słuchasz kiedy nie zajmujesz się swoimi projektami? Chciałabyś podzielić się z czytelnikami artystami jakich ostatnio odkryłaś?

O: Prawdopodobnie nie jestem zbyt oryginalna. Jestem zafascynowana Aphex Twin, Ryuichi Sakamoto, Roisin Murphy czy Marilyn Monroe. Mam bardzo różnorodny gust i korzystam z dużego wyboru, jaki daje mi bogata scena islandzka. Artyści, których płyty nie pokrywają się kurzem w moim  domu to Jóhann Jóhannsson, M-Band, Tonik Ensemble i Ruxpin. Z drugiej strony posiadam również playlisty swoich ulubionych piosenek w danym momencie. W ostatnich latach byłam zaskoczona przez Christine and the queens i Teleferik, stanowią oni powiew świeżości we francuskim przemyśle muzycznym, a Stromae i Thot w Belgii. Odkryłam również De De Mouse, Little Moa, Serafin i Miia z Japonii. Jestem od nich uzależniona!

K: Dziękuję za wywiad i w imieniu całej załogi muzykiislandzkiej.pl zapraszam do Polski!

O: Dzięki. Wszyscy razem trzymajmy kciuki, abym mogła do Was przyjechać i zagrać!

Olèna w sieci:
Facebook, Bandcamp, Spotify, Vlog, YouTube

Olèna specjalnie dla czytelników przygotowała swoją playlistę. Miłego słuchania!

More from Kasia Filipek

Schowani za dźwiękami – czerwiec 2019

Nawet nie wiemy kiedy przekroczyliśmy liczbę 200 obserwujących Spotify. Jest nam bardzo...
Read More