Samaris – Black Lights

Miał rację John Rogers, który już w listopadzie, na łamach Reykjavik Grapevine ogłosił, że ten rok zdecydowanie należał do Jófríður Ákadóttir. Trudno policzyć wszystkie projekty, w których udzielała się w 2016 roku. Wspomnę tylko nowe utwory z Gangly i Kreld, współpraca z Muted, nowy album z Pascal Pinon, a do tego solowe występy jako JFDR. Zagraniczne media często i chętnie o niej piszą, a głosem i wrażliwością zachwyca się sama Bjork. Wśród tego całego zamieszania znalazł się też najnowszy krążek Samaris. Inny niż poprzednie, choć to dobra płyta, wydaje mi się, że twórczość grupy straciła nieco swojego blasku.

samaris-black-lightsAlbum Black Lights znajduje się w czołówkach wszystkich podsumowań najlepszych islandzkich albumów wydanych w 2016 roku. Nic dziwnego. Grupa wciąż budzi wielkie zainteresowanie, rozbudzone fantastycznym debiutem – genialnym klimatem, perfekcyjną elektroniką i wyjątkowym brzmieniem klarnetu, a także wspaniałym wokalem i islandzkimi tekstami.

Od debiutu w 2011 roku minęło jednak sporo czasu, a w życiu trójki Islandczyków wydarzyło się jeszcze więcej. To, że każde z nich mieszka dziś w innym kraju nie mogło pozostać bez wpływu na twórczość Samaris jako grupy. Płyta była nagrywana w Berlinie, Reykjaviku i w Irlandii. Pod względem muzycznym Black Lights wyraźnie zdominował Doddi (Þórður Kári Steinþórsson). Jak zwykle świetnie brzmiąca elektronika, choć tym razem już bardziej monotonna i przewidywalna. Odczuwam bolesny brak przestrzeni, a najbardziej brakuje mi tak charakterystycznego klarnetu Áslaug.

Black Lights według zapowiedzi miał być najbardziej przystępnym z dotychczasowych wydawnictw grupy. Nie ulega wątpliwości, że tak właśnie jest, nie tylko muzycznie, ale i tekstowo. Język angielski sprawia, że znika bariera islandzkiej tajemnicy. To widoczna zmiana w kierunku szerszej publiczności. Słyszałem głosy delikatnego rozczarowania tym albumem, sam miałem nadzieję na coś, nawiązującego do debiutu. Staram się jednak usprawiedliwiać Samaris. Swoją muzyczną drogę rozpoczęli zaledwie pięć lat temu, są młodzi i głodni inspiracji. Naturalną koleją rzeczy szukają nowych ścieżek. Jedno jest pewne, Samaris dziś, to zupełnie inna grupa niż w 2011 roku, a ewolucja trwa.

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że Black Lights to jeden z lepszych islandzkich albumów tego roku, a kilka utworów z tej płyty mogłoby śmiało nosić miano najlepszeo utworu. Tak jest choćby w przypadku „Wanted 2 Say” – zdecydowanie najmocniejszego kawałka. Jego historia potwierdza rolę Doddiego w kształtowaniu muzycznej strony albumu. Jak wspomina Jófríður, Doddi wysłał jej utwór bardzo podobny do ostatecznej wersji. W swojej sypialni dopisała do niego wokale. Ostatecznie całość dopracowali i nagrali w Studio Hljóðriti w Hafnarfjörður. Spędzili tam wiele dni i nocy, a że w nocy było jasno jak w dzień, to pracowali po 24 godziny na dobę. „Wanted 2 Say” był singlem promującym trzeci album Samaris i doczekał się też wideoklipu (powstało również drugie wideo do utworu „R4vin”). Osobiście przyznam, że moją sympatię zyskały jeszcze pulsujące „T3mpo” i pełne niepokoju „I Will”. Zdecydowanie godne polecenia są także towarzyszące albumowi single z remiksami.

Płyta, podobnie jak w przypadku drugiego albumu Samaris została wydana przez One Little Indian. Jest oficjalnie dostępna w Polsce i ma tu swojego dystrybutora. To bardzo cieszy, bo w przypadku zespołów z Islandii wciąż nie jest tak oczywiste. Black Lights możecie więc bez problemu kupić dzięki Mystic Production.

https://samaris.bandcamp.com/

Written By
More from Bartek Wilk

Rökkurró Pod Minogą

Entuzjastyczne reakcje po poznańskim koncercie Rökkurró świadczą o tym, że grupa zdecydowanie...
Read More