Rok 2017 podsumowują Mr. Silla, Hania Rani, Arletta Przynoga i Katrín Helga Andrésdóttir

Pora na drugą część muzycznego podsumowania 2017 roku. O swoich ulubionych albumach, najważniejszych wydarzeniach muzycznych i koncertowych wspomnieniach ubiegłego roku opowiadają Mr. Silla, Hania Rani, Arletta Przynoga i Katrín Helga Andrésdóttir. Podobnie jak w przypadku pierwszej odsłony muzycznego podsumowania ubiegłego roku (Futuregrapher, KRÍA i Ruxpin) muzyczne opowieści naszych gości i tym razem sięgają daleko poza Islandię. To bardzo osobisty zapis tego, co przyniósł 2017 rok. Serdecznie zapraszam do lektury, zwłaszcza tych, dla których dobra muzyka nigdy nie traci terminu ważności, tych, którzy otwarci na nowe dźwięki wciąż poszukują… Znajdziecie tu mnóstwo muzycznych inspiracji. A przed nami jeszcze trzecia, ostatnia część podsumowania.

Sigurlaug Gísladóttir / Mr. Silla / dawniej múm

Trudno policzyć wszystkie albumy, w których nagraniu uczestniczyła, nie sposób zliczyć zagranych koncertów – múm, Snorri Helgason, Low Roar, Mr. Silla & Mongoose. I oczywiście Mr. Silla – jej własny projekt, choć w różnych okresach za tą nazwą kryło się wiele osób, muzyków múm, Amiina, Seabear, Kimono, Bob Justman. Grała folk, blues, muzykę elektroniczną, eksperymentalną, songwriterską. Sięgała po gitarę, ukulele, mirliton, harmonijkę ustną i klawiszową, gitarę basową. W 2015 roku zdecydowała się wydać własny album. Mr. Silla. Dziś współtworzy swój projekt z mężem, Jae Tyler Ludwickiem, wspólnie mieszkają w Berlinie. W Polsce koncertowała już wielokrotnie (choćby z múm), w 2017 roku pierwszy raz odwiedziła nasz kraj ze swoim solowym projektem, zagrała 1 kwietnia w Rzeszowie.

Mr. SIlla: Moja ulubiona muzyczna chwila z 2017 roku to listopadowy występ Lido Pimienta podczas Iceland Airwaves. Lido to jedna z najbardziej emocjonujących i jednocześnie prowokujących do myślenia artystek, jakie kiedykolwiek widziałam. Co za radość i inspiracja!

 


Arletta Przynoga / Dobre Bo Duńskie / Good Because Danish

Dziennikarka muzyczna, popularyzatorka muzyki duńskiej, założycielka bloga „Dobre, bo duńskie” i jego anglojęzycznej wersji „Good Because Danish”. Kiedy pierwszy raz usłyszała „Trouble Is” Turboweekend, zakochała się w muzyce duńskiej. Pasja sprawiła, że powołała do życia opiniotwórczego bloga, a także autorską audycję radiową poświęconą muzyce z Danii.

Arletta Przynoga: 2017 był rokiem ekscytującym, smutnym, dziwnym i porywającym muzycznie w kilku przynajmniej momentach.

W moim przypadku był to w dużej mierze czas powracania z sentymentem to starych ulubionych dźwięków i odpływania w częstszego odpływania w przeszłość. Głównie za sprawą śmierci mojego muzycznego (i nie tylko) bohatera – Chrisa Cornella w maju 2017. Ale także z powodu nowych wydawnictw moich ulubionych artystów, które pchnęły mnie w ramiona ich starych albumów. Nie dlatego bynajmniej, że nowe jest złe.

Najbardziej emocjonalnie naładowanym, pięknym i poruszającym, szczególnie z perspektywy czasu, utworem 2017-ego roku jest dla mnie z pewnością „The Promise” wspomnianego już Chrisa Cornella. To tytułowa piosenka z filmu „Przyrzeczenie”, która niesie bardzo istotne w dzisiejszych czasach przesłanie, a dodatkowo – moim zdaniem – odkrywa cały kunszt, jaki osiągnął Chris Cornell jako tekstopisarz i muzyk przez lata swojej kariery. Jego śmierć jest ciosem niemal personalnym dla wielu fanów, więc ostatni utwór jaki kiedykolwiek wydał jest jeszcze ważniejszym dokonaniem i niejako jego muzycznym testamentem.

Jeżeli chodzi o starych dobrych znajomych, których płyt słucham namiętnie od lat, zdecydowanie pozytywne wrażenia przyniósł nowy album The National. „Sleep Well Beast” potwierdza, że Panowie wiedzą jak poruszyć najgłębsze struny duszy, a „The Day I Die” z wesołą melodią jest genialnym potwierdzeniem tezy, że można się smucić tańcząc. Krążek numer dwa, a szczególnie singiel, który również wyszedł świetnie w 2017-stym i który skłonił mnie do powrotu do korzeni, to „The Way We Used To Do” Queens of the Stone Age. Josh Homme i spółka mają się świetnie i nie boją się przełamywać muzycznych barier. Miałam okazję zobaczyć ich w tym roku na żywo w Belrinie i z czystym sercem mogę polecić wszystkim wybranie się na ich polski koncert. Jak to mówi młodzież w dzisiejszych czasach – sztos.

Jako, że moje oczy (a właściwie to uszy) zwrócone są w szczególności na Skandynawię, w tym roku przesłuchałam tony dźwięków z Danii. Jest wiele lokalnych duńskich projektów z potencjałem, o których mogłabym tutaj wspomnieć, ale dwie artystki z Danii szczególnie przykuły moją uwagę. MO z nową, bardzo dojrzałą EP-ką „When I Was Young”, pokazała, że pop może być wyrafinowany, kokieteryjny a zarazem lekki i przyjemny. Zaszła w niej ciekawa zmiana podczas pracy z duńskim producentem i artystą – Vera. Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg i Open’era 2018, gdzie MO powróci zaprezentować nowy materiał. Duński numer dwa, który zdecydowanie jest objawieniem (nie tylko tego roku), to Lydmor. Ta dziewczyna po prostu coś w sobie ma. Jej nowy solowy album wychodzi co prawda w 2018-stym roku, ale jego zapowiedź – „Helium High” – wprowadza klimat niesamowitości nie do podrobienia.

Kiedy zaczęłam przyglądać się muzycznym doznaniom roku 2017, jedno z najlepszych koncertowych wrażeń okazało się pochodzić z Islandii. Nigdy wcześniej nie widziałam tylu pozytywnie zakręconych ludzi bawiących się do utworów, których słów nie byli w stanie zrozumieć, co na koncercie Ulfur Ulfur podczas Spring Break Festival 2017. Panowie naprawdę zapisali się w mojej pamięci, szczególnie dzięki potężnej dawce endorfin płynącej ze sceny. Muzyka naprawdę jest uniwersalnym językiem – może banał, ale po koncercie Ulfur Ulfur nabrał dużo sensu.

Mam nadzieję, że Nowy Rok przyniesie kolejne niezapomniane wrażenia muzyczne, islandzkie, (dobre, bo) duńskie i nie tylko.

 


Hania Raniszewska - foto Marcin Leszczyński

Hanna Raniszewska / Hania Rani / tęskno.

Pianistka – laureatka konkursów ogólnopolskich i międzynarodowych, kompozytorka, aranżerka, mieszkająca między Warszawą a Berlinem. Występowała wielu europejskich scenach od Filharmonii Narodowej po Reykjavik. W swojej twórczości przekracza granice gatunków i styli. Współtworzy duet z wiolonczelistką Dobrawą Czocher. Owocem tej współpracy był album „Biała Flaga” wydany we wrześniu 2015 roku. Była pomysłodawczynią i aranżerką projektu Dowland na kwartet smyczkowy, sopran i kontratenora. Wspólnie z Joanną Longić (Bemine) współtworzy również nowy projekt tęskno. łączący dźwięki akustycznych instrumentów z nowoczesnymi brzmieniami.

Hania Raniszewska: Moje zachwyty 2017 roku.
Nie bardzo trzymać się będę albumów wydanych jedynie w mijającym roku, ale bardziej subiektywnie opowiem o moich tegorocznych odkryciach i wykopaliskach.
Kolejność przypadkowa.

/ Colleen /
Francuska multinstrumentalistka, znana z loopowania live swojej gry na viola da gamba i innych ciekawych instrumentów. Album, który mnie zachwycił w szczególności: Captain of None

/ Joep Beving /
Holenderski minimalistyczny pianista, którego poznałam przy okazji jego wcześniejszego albumu, wydanego, wtedy jeszcze, dla mniejszej wytwórni „Solipsism” z 2015 roku. W tym roku wydał dla prestiżowej wytwórni Deutsche Grammophone kolejny znakomity krążek „Prehension”.

/ Gidge /
Nietuzinkowy duet elektroniczny ze Szwecji, który buduje swoimi dźwiękami prawdziwe muzyczne przestrzenie. Wielki zachwyt nad doborem brzmień i dbałość o szczegóły. W 2017 roku wydali album LNLNN, ale to utwór Dusk z wydawnictwa z 2014 zupełnie skradł moje serce.

/ Biosphere /
Choć muzycznie działa już od wielu, wielu lat, a dla niektórych jest w zasadzie producentem legendarnym, ja poznałam go dopiero w tym roku. W 2017 roku pojawił się jego album Shenzhou, ale to dużo wcześniej skomponowany utwór Laika był dla mnie objawieniem geniuszu tego artysty

/ Cristobal Tapia De Veer /
Szalony kompozytor z Meksyku to odkrycie z przełomu 2016 i 2017 roku, ale dopiero w tym roku miałam przyjemność wysłuchać jednej z jego ścieżek dźwiękowych do serialu Utopia (2013,2014) na płycie winylowej, co podwoiło doznania. W zasadzie trudno wybrać najlepsze wydawnictwo czy utwór tego kompozytora, bo wszystko jest po prostu znakomite,a że tworzy w tempie zawrotnym to na brak kompozycji nie można narzekać.

/ Portico Quartet /
Portico Quartet to od lat jeden z moich ulubionych zespołów, dlatego ich niedawny powrót wydawniczy Art in the Age of Automation w oryginalnym składzie bardzo mnie ucieszył.

/ JFDR /
Islandzkich zachwytów było więcej ale tegorocznym odkryciem z pewnością był solowy projekt JFDR, czyli jednej z sióstr duetu Pascal Pinon. JFDR w 2017 roku wydała przepiękny album Brazil, a jej występy live, które można podziwiać chociażby na kanałach KEXP zapierają dech w piersiach.

/ Girls in Airports /
Fantastyczny new-jazzowy wydał w tym roku wydawnictwo Live, gdzie znalazły się koncertowe wersje ich utworów. Jednak ja odkryłam ich dzięki albumowi z 2013 roku Kaikoura, w szczególności za sprawą otwierającego krążek utworu Intro. Czysta magia.

/ Murcof /
Murcof to kolejny artysta, który działa już od wielu lat, a którego miałam przyjemność poznać dopiero w tym roku. Bardzo wysmakowane dźwięki, pełne niuansów, mroku, ale również zaskakujących zwrotów akcji. Prawdziwa muzyczna podróż. W szczególności polecam album Cosmos z 2017 roku.

/ Peter Conradin Zumthor /
Syn słynnego szwajcarskiego architekta – Petera Zumthora okazuje się być genialnym perkusistą, a jego debiutancki album nagrany w Studio 1 w Radio w Zurichu jak dla mnie absolutnym odkryciem roku. Płyta to zapis 7 kompozycji na perkusję solo w zupełnie zaskakującym obliczu, a całość porywa słuchacza od pierwszych sekund. Nagranie trudno dostępne ale warto się pomęczyć i je zdobyć. Szczególnie w wersji winylowej :)

Link tutaj

/ Polscy artyści /
Wiele wzruszeń dostarczyły mi w tym roku koncerty młodziutkich dziewcząt z zespołu Lor (za moment wydadzą pierwszą płytę) oraz nieco starszego od nich producenta muzyki ambientowej Tomasza Bednarczyka – New Rome (który właśnie wydał nowy album Elsewhere) i polecam tych artystów w 100%. Ciekawie też zapowiada się krakowski duet Kirszenbaum (genialne teksty, świetne występy na żywo), który mam nadzieję namiesza trochę na poukładanych muzycznie polskich scenach. Z wydawnictw bardziej już znanych artystów, cieszą w tym roku powroty: Artura Rojka z albumem Koncert w NOSPR, gdzie znajdziemy m.in. fantastyczną aranżację słynnego utworu Cucurrucucu Paloma oraz Grzegorza Turnaua (album L), którego piosenka Koszula była u mnie zapętlona przez wiele dni. Nie można również zapomnieć o fantastycznym, dopiero co wydanym albumie Jazz Band’u Młynarski-Masecki – Noc w Wielkim Mieście, doskonały soundtrack na pożegnanie mijającego roku :)

 


Katrín Helga Andrésdóttir by Sunna Axels

Katrín Helga Andrésdóttir / Special-K / Kriki / Reykjavíkurdætur

Obdarzona wyjątkowym głosem wokalistka i multiinstrumentalistka związana z Kriki i Reykjavíkurdætur. W ramach nowego solowego projektu Special-K pracuje nad albumem zatytułowanym „I thought I’d be more famous by now”. Katrín łączy klasyczne wykształcenie muzyczne z punkowym duchem, a wszelkie niedoskonałości traktuje jako część swojej pracy. Jej teksty są słodko-gorzkie, przepełnione humorem i codzienną melancholią. Gra na wielu instrumentach – od gitary elektrycznej po flet poprzeczny, a swoją grą wspiera też innych artystów, m.in. Sóley.

Katrín Helga Andrésdóttir: Mój ulubiony album 2017 roku to Antisocialites grupy Alvvays. Bardzo lubię ich wizualny świat, ich słodko-gorzkie melodie i jedwabisty głos Molly Rankin. Bodobały mi się też nowe wydawnictwa MGMT (Little Dark Age), dwie nowe piosenki Ariela Pinka – Another Weekend oraz I Want to be young. Jeszcze nowy album Johna Mausa i muszę też dodać, że jestem niezwykle podekscytowana nową płytą Charlotte Gainsbourg („Rest”).

Written By
More from Bartek Wilk

Sigur Rós ogłaszają jesienną trasę koncertową – będzie nowa płyta?

Nie wiemy jeszcze czy i kiedy pojawi się ósmy pełny album Sigur...
Read More