Lucy in Blue – Lucy in Blue

lucy-logoPojawienie się tego albumu było dla mnie pewnym zaskoczeniem. Okazuje się, że psychodeliczny rock osadzony mocno w latach 60-70 miewa się całkiem dobrze i to gdzie? Właśnie na Islandii. I żeby nie było wątpliwości, panowie z Lucy in Blue nie są ludźmi w podeszłym wieku. Ale przecież hippisem można być zawsze i wszędzie. A muzyczna dojrzałość tych czterech nastolatków jest doprawdy niesamowita.

Debiutancka płyta Lucy in Blue ukazała się 4 grudnia. Składa się na nią zaledwie 6 utworów. Płyta trwa jednak ponad 42 minuty, na co znacząco wpływają otwierający całość Senses (10:29) i wieńczący dzieło Pickers’s Groove (12:30). O tych utworach za moment, bo trudno przejść obok nich obojętnie.

Grupa powstała w 2013 roku. Tworzą ją Steinþór Bjarni Gíslason – gitara i wokale, Arnaldur Ingi Jónsson – instrumenty klawiszowe i wokale, Kolbeinn Þórsson – perkusja i Matthías Hlífar Mogensen – gitara basowa. Przez rok pracowali nad własnym brzmieniem i materiałem podczas wspólnych jam sessions. W 2014 roku wzięli udział w festiwalu Músíktilraunir – z sukcesem, bo zajęli drugie miejsce ustępując tylko Vio. Za tym wydarzeniem poszły liczne koncerty i praca nad debiutanckim albumem. Owoce tej pracy właśnie możemy podziwiać, a Lucy in Blue już przygotowują materiał na kolejną płytę. Wróćmy jednak do debiutu.

Choć nie jestem znawcą gatunku, to pierwszy utwór z albumu Lucy in Blue bardzo mnie zaintrygował i na tyle wciągnął, że przesłuchałem płytę w całości bez przerw. Zaczyna się bardzo klimatycznie, niemal ambientowo, całość rozwija się w kierunku progresywnego rocka, ze świetnymi partiami gitar, basu i instrumentów klawiszowych. Są zmiany tempa i długie, melodyjne gitarowe solówki. Słychać tu i czuć znajomość tematu. Trudno też czynić zarzut młodym Islandczykom, że całymi garściami czerpią ze źródeł gatunku. Słychać inspiracje choćby Pink Floyd czy King Crimson, ale Lucy in Blue przepuszczają swoje dźwięki przez filtry własnej wrażliwości. Przyznaję, że najbardziej podobają mi się najdłuższe utwory, więcej w nich improwizacji, więcej partii instrumentalnych. Czuć wolność i swobodne dryfowanie gdzieś, ku odległym gatunkom muzycznym. Aż chciałoby się zobaczyć Lucy na żywo. Ich debiut zdecydowanie wart jest uwagi. Ciekawe, czy muzyka, którą grają będzie ewoluowała… Na Lucy in Blue możecie oddawać swoje głosy w plebiscycie na najlepszy islandzki album 2016 roku – głosowanie znajdziecie tutaj.

https://www.facebook.com/lucyinblue/

https://lucyinblue.bandcamp.com/releases

 

lucyinbluecoverLucy in Blue – Lucy In Blue

1. Senses 10:29
2. Dazed Petition 05:49
3. On the Surface 04:06
4. Conflicting Sounds 04:35
5. Absent 04:35
6. Prickers’s Groove 12:30

4 grudnia 2016 r.

Written By
More from Bartek Wilk

Heaven In A Wildflower – nowy klip Úlfura

We wtorek swoją premierę miało najnowsze wideo Úlfura – Heaven In A...
Read More