8 powodów, dla których warto wspomnieć 2016 rok

Podsumowanie roku jest dla mnie zawsze problematyczne. Bo jak mam określić rok 2016 w islandzkiej muzyce?! Obudziłam się za późno. W połowie roku. Być może wiele straciłam. Jednak na szczęście nie obudziłam się z ręką w nocniku. Zatem słów kilka mocno subiektywnych.

Two Strangers

#1 Album roku: Ceasetone – Two Strangers

Debiutancka płyta moich indie-rockowych ulubieńców, na którą przyszło mi trochę poczekać, ale ani chwili nie wątpiłam, że mnie zaskoczy. Tak piorunującego efektu jednak nie oczekiwałam. Stanęło na tym, że zatracając się w detalach dźwiękowych na ulicach Reykjaviku zostałam staranowana rowerem na głównym deptaku, a po miesiącu słuchania na nieustającej pętli, płyta dalej mi się nie znudziła. Two Strangers to czarny piasek w uszach i kieszeniach, zapach powietrza znad oceanu, wylegiwanie się w trawie na Reynisfjall. Mistrzostwo kompozycji, biorąc pod uwagę, że to zaledwie debiut. Zadziwiająca świadomość muzyczna. Tkanie klimatu. Ogromne umiejętności, bo w końcu mózg projektu zna się z gitarą przez więcej niż połowę życia. Perkusistka, która sprawia, że gra na bębnach staje się czystą poezją. Tylko gdzie w tej całej zawierusze zaginął basista?

#2 Album roku: Heiðrik – Funeral

Funeral

Przez ostatnie 4 lata melancholijny Heiðrik á Heygum był dla mnie przykładem tego, że się da. I tak oto od uwielbienia jego dzieł wizualnych (przez teledyski po filmy) dotarłam do uwielbienia jego muzyki. Ku mojej wielkiej radości ten rodowity Farer zakotwiczył w Reykjaviku. Nagrał Funeral, żegnając się z pewnymi sprawami i otwierając nowy rozdział z czystą kartą. Zrobił to w pięknym stylu, nawiązując do okresu pomiędzy latami 20. a 50. ubiegłego wieku. Porywając swoją pozorną nieśmiałością, która na scenie obraca się w niesamowitą charyzmę i ciętą ripostę. Urzekając głosem. Sprawiając, że on na scenie sam na sam z mikrofonem w skupionym świetle jednego reflektora jest w stanie przenieść cię w inny wymiar. Klasa sama w sobie. Powalający urok.

#3 Teledysk roku: Emmsjé Gauti – Reykjavik

I cóż, że rap? To, co najbardziej lubię w islandzkim rapie to tak naprawdę teledyski. Zazwyczaj pokazują prawdziwą twarz Reykjaviku, odzierając go z tej cukierkowości baśniowej Islandii. I tak właśnie robi Emmsjé Gauti. Drony są chyba teraz najlepszymi zabawkami na Wyspie. Chodz więc na dach. Powyginaj śmiało ciało, bo Reykjavik to nasze miasto. Nic nie przebije w tym roku widoku połączonych sił Emmsjé Gautiego, Úlfur Úlfur i Agent Fresco tańczących na dachu Urzędu Celnego w stylu lepszym niż całe The Cure razem wzięte. Nie lubisz rapu? Wyłącz głos, ale obejrzyj ten teledysk pod kątem widoków (i tej choreografii…).

#4 Występ roku, debiutant roku, najbardziej prowokujący tekst roku: Hatari

Może nie widziałam w tym roku miliarda zespołów na scenie, ale zobaczyłam ten jeden – najważniejszy. Hatari – mroczne eksperymentalne trio, które sprawiło, że z wrażenia nie umiałam przez kilka godzin po koncercie złożyć logicznego zdania w żadnym języku. Zespół, który swoim występem wywołuje wewnętrzny dreszcz ekscytacji przemieszany ze strachem. Te motyle w brzuchu przed pójściem na kolejny koncert, o których myślałam, że zostały już na wieczność utracone. Hatari prezentuje świeżość brzmienia na gruncie islandzkim. Pokazuje doświadczenie sceniczne tak młodego składu. Jest ambientową tajemnicą wciągająca cię do podziemia. Poraża tekstami wspinającymi się na wyżyny języka islandzkiego. Śmiem twierdzić, że po ich pierwszym występie nie jestem już tym samym człowiekiem, bo rzucają zbyt prowokujące pytania egzystencjalne. To dopiero początek, a mi już się włos jeży na karku na samą myśl jakiego kalibru może być ich debiutancka płyta, która ukaże się w 2017 roku.

#5 Występ roku poza granicami Islandii (i, a niech mnie, najlepszy bas roku): Captain Syrup

Jak sprawić, że mój uśmiech wyjeżdża poza granice twarzy? Grać z taką energią i techniką jak Captain Syrup. Od funku przez jazz rock po mathcore. Z zawrotną prędkością kciuka na basie, by wywołać opad szczęki. Oprawić to w precyzyjną pędzącą progresywną perkusję i gitarę, która swoją intensywnością wyrzuci cię z kapci. Niespełna dwudziestolatkowie z jedną płytą na koncie, żądni emocji obcowania z instrumentami. Imponujący warsztat. Serce rośnie, bo na swojej pierwszej międzynarodowej minitrasie dojechali do mojego ukochanego Krakowa. Niezle tam pozamiatali. Ja już wiem, gdzie oni będą za 5 lat, a Ty?

#6 Piosenka roku, kobieta roku w muzyce islandzkiej – Hildur z I’ll Walk With You

I’ll Walk With You na żywo wywołuje u mnie za każdym razem dreszcze. Hildur ze swoim solowym projektem pojawiła się nagle na islandzkim nieboskłonie muzycznym. Jej gwiazda świeci bardzo jasno, roztaczając ciepłą pozytywną energię – dokładnie taka sama energia bije od osoby Hildur. Jej muzyka naprawia nawet najgorszy dzień. Dla mnie ma ona tym większe znaczenie, że I’ll Walk With You było w tym roku oficjalną piosenką na jednym z obozów Stelpur Rokka. I’ll Walk With You to nie to tylko piosenka o przyjazni. I’ll Walk With You to prosta droga do pewności siebie dzięki wsparciu. Do spełnienia się jako jednostka. Do śpiewania w aucie z najlepszym kumplem. Czekam na pełny album wyciągający z łóżka w depresyjne dni i odklejający twarze od podłóg!

#7 Organizacja roku robiąca różnicę – Stelpur Rokka w Islandii (Karioka Girls Rock Camp w Polsce)

Stelpur Rokka

Skoro już o Hildur mowa, to muszę szerzej wspomnieć jedno z najważniejszych muzycznych wydarzeń w moim życiu, patrząc z perspektywy kobiety. Nie było mi dane kupić własnej gitary elektrycznej, kiedy miałam 16 lat, chociaż mój brat sam sobie takowy sprzęt składał od zera z aprobatą rodziców. Usłyszałam wtedy, że dziewczyny na elektrykach nie grają. Gdybym jako nastolatka miała szansę wziąć udział w rockowym obozie dla dziewcząt moja pewność siebie wyglądałaby zapewne inaczej. W ciągu zaledwie 5 dni zobaczyłam, jak dziewczęta w wieku 13-16 lat rozkwitają ze swym charakterem. Nie są ani chwili dłużej przerażone tym, żeby krzyknąć przy 40 dotąd nieznajomych osobach, stanąć na scenie przed tłumem, wyrazić własną opinię czy zagrać coś na instrumencie, który mają w rękach od 4 dni. Czuję, że przeszłam ten proces razem z nimi. Dlatego twierdzę, że Stelpur Rokka to najlepsze, co dziewczęta zainteresowane muzyką może na Islandii spotkać. Koniecznie sprawdzcie polski oddział Karioka Girls Rock Camp! Chyba chcielibyście, żeby wasze krewne miały odwagę emanować pewnością siebie zamiast odmawiać sobie spełniania marzeń?

#8 Najważniejszy moment roku – świąteczny koncert Árstíðir

Przed czterema laty marzyłam, żeby w ten wyjątkowy dzień usiąść w ławce kościoła Fríkirkjan. Trochę mi jednak zajęło, bo plany bożonarodzeniowe inaczej się układały. W tym roku w końcu się udało. Do tego czasu Árstíðir przeszło kolejną metamorfozę i powróciło do pierwotnego trio. Szczęściarzami są ci, którzy widzą ten zespół w warunkach dla niego przeznaczonych – idealnej akustyce. Głosy, które z łatwością kroją serce. Akompaniament najlepszej wiolonczeli Islandii i altówki w jednych z najbardziej zaufanych rąk. Nowy materiał, który uderza mocą. Znaczące teksty. Nú gleymist ég. Kilka sekund, które z efektem natychmiastowym wyciskają łzy wspomnieniami ostatnich 5 lat i końcem pewnego okresu.

Przed nami ekscytujący rok. Co napawa mnie radością w 2017? Przede wszystkim solowy album Ragnara Ólafssona znanego m.in. z Árstíðir. Urges muzycznie wydaje się być spokojniejsze niż wszystkie inne projekty Ragnara dotąd. Za to pod powierzchnią płyta nabrzmiała jest mocnymi emocjami i podróżą przez ciężkie doświadczenia. Prócz tego robię sobie nadzieję na Hypnopolis autorstwa surf sludge metalowego zespołu Godchilla. Koncertowa zajawka przepowiada zacny album. Pytanie czy ten skład jest w ogóle w stanie mnie zawieść…? Na sam koniec oczekiwań Hatari, o którym już wcześniej wspominałam. Soniczna miłość od pierwszego wejrzenia. Zatem do siego roku!

Written By
More from úlfurinn

Nowa EPka CeaseTone już w sierpniu

Indie-rockowy CeaseTone uraczy nas akustyczną EPką już 11 sierpnia! Nowe wydawnictwo nosi...
Read More