Lockerbie – Ólgusjór

Znalezieni przez przypadek, zbieg okoliczności. Jak wszystkie najlepsze rzeczy w moim życiu. Właściciwie nie chciało mi się tamtego wieczoru iść do Faktory na ten koncert, jednak poszedłem za tłumem i jestem wielce wdzięczny tłumowi.

Lockerbie nie są debiutantami. Guðmundur Hólm (bas), Davíð Arnar Sigurðsson (klawisze),  Rúnar Steinn Rúnarsson (perkusja) i Þórður Páll Pálsson (gitara, wokal) znają się od zawsze, o czym świadczą ich profile na facebooku – są grupą przyjaciół, których połączyła pasja do muzyki.

Oficjalną działaność rozpoczęli w 2008 roku, zdobywając rozgłos dzięki wspólnym koncertom z For A Minor Reflection. W połowie roku postanowili zawiesić działaność na rok, aby powrócić i wygrać letni konkurs młodych talentów Studio Sýrland/Rás 2. Dziś mają po 20 lat, rewelacyjny album na koncie i wielką karierę przed sobą. Bo w ich przypadku kariera jest nieunikniona.

Do dziś mi głupio, gdy przypomnę sobie skąd znam wokalistę zespołu. Okazało sie, że nie pracuje ze mną, jak myślałem na początku. Otóż jest barmanem w pewnej knajpie, w której kiedyś pytałem go o koncert, który miał się odbyć wieczorem. Þórður wspomniał wówczas o innym koncercie tego dnia, na którym zagrać miał m.in Agent Fresco oraz jak to ujął „zespół, w którym gra” – Lockerbie. „Oo, grasz w zespole, jak miło” – powiedziałem dość ironicznie, bo przecież tutaj nawet pani sprzedająca hot dogi po godzinach udziela się w projekcie muzycznym. Pozwoliłem sobie zapomnieć o jego zespole, za co pragnę ich jeszcze raz przeprosić. Oto jestem miesiąc później kompletnie zakochany w ich albumie i zachwycony koncertami, które widziałem. Wracając do albumu…

Ólgusjór (staroislandzkie wyrażenie na wzburzone i szalejące morze) to album naszpikowany rewelacyjną muzyką. Dziesięć utworów,  czterdzieści minut niezapomnianej podróży dookoła Islandii, którą chce się powtarzać.

Otwierający Laut rozpoczyna delikatne pianino, które po chwili przechodzi w eksplozję szalonych i radosnych dźwięków. Chłopcy zaprosili do nagrań swoich znajomych, którzy wzbogacają album o instrumenty smyczkowe i dęte. Laut podzielony jest na dwie części, druga jest epilogiem, magicznym uwieńczeniem ściany dźwięku. Kolejny Reyklykt to mój faworyt koncertowy – znakomicie sprawdza się na żywo. Moje porównania do Sigur Rós na lekach są bardzo trafione, w ich muzyce słychać niesamowitą radość, młodość i piękno. Wielokrotnie powtarzany wers „Reyklykt, það er eitthvað að brenna” na długo zostaje w pamięci. I zaraz w końcówce pierwszy smaczek – dynamiczny utwór przechodzi w kołysankę, która pozwala na chwilę oddechu. Album składa się z dwóch części, z których pierwsza jest mocniejsza i żywsza. Kolejny Í Draumi podtrzymuje szalone tempo i słoneczną atmosferę albumu. Szkoda, że album dopiero poznałem, gdy islandzkie lato powoli dobiega kończa… Drugą część albumu rozpoczyna piękna ballada Gengur Í Garð, w której niezwykle przejmująco brzmi wokal Þórðura. Muszę wspomnieć o wokaliście, którego warunki głosowe naprawdę robią wrażenie. Ten młodzieniec dysponuje ciekawą barwą głosu,która pięknie brzmi szczególnie w języku islandzkim. Na słowa uznania zasługuje również instrumentarium i oprawa muzczyna albumu – to jest światowy poziom, a tworzą ją jeszcze do niedawna nastolatkowie. W szczególności imponuje kolejny utwór Kjarr, który delikatnie płynie, by w końcówce przeistoczyć się najprawdziwszego walca. Kolejny smaczek, który tworzy niesamowity klimat i pokazuje wielką wszechstronność tej grupy. W tytułowym Ólgusjór znakomicie przewodzi sekcja trębaczy, Esja przywodzi na myśl dokonania brytyjskiego zespołu Kyte, Snjóljón to murowany hit, który powstał ponad trzy lata temu. Jest kwintesencją albumu – porywające melodie, które w głowie tworzą najpiękniejsze islandzkie krajobrazy. Zamykający Sumar pokazuje ambientowe oblicze grupy, przywołując na myśl dokonania samych mistrzów z Sigur Rós. Idealny utwór na zakończenie – jak melancholijny powrót z wyprawy życia.

Lockerbie są wielką nadzieją Islandii. Obok Samaris i Andvari są kolejnym zespołem, który ma wielkie szanse na karierę poza granicami kraju. To, czym mi najbardziej imponują, to niezwykły profesjonalizm i dojrzałość w tworzeniu muzyki przy jednoczesnym zachowaniu młodzieńczej dzikości i radości życia.  Ólgusjór jest obowiązkową pozycją nie tylko dla fanów muzyki islandzkiej czy muzyki post-rockowej. To pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów dobrej muzyki.


01 – Laut
02 – Laut II
03 – Reyklykt
04 – Í Draumi
05 – Gengur Í Garð
06 – Kjarr
07 – Ólgusjór
08 – Esja
09 – Snjóljón
10 – Sumar

 

Polecam występ zespołu na sobotnim Dniu Kultury:

myspace zespołu
facebook page

More from dawid po prostu
Iceland Aiwaves 2011 – kolejne gwiazdy!
Tegoroczny festiwal Iceland Airwaves Festival nabiera rumieńców, choć przecież pozostało jeszcze pół...
Read More
Leave a comment