Specjalnie dla nas – Ferja

Ferja, to czterech panów – Elvar, Aron, Hafþór i Valur. Pochodzą z Höfn – miasta w południowo-wschodniej Islandii, którego sceneria posłużyła twórcom takich filmów jak Batman, Tomb Rider czy James Bond. Grają od 2 lat. Na koncie mają jeden album – „A sunny colonnade” i jeden klip – „The finest hour”. I właśnie to wideo zwróciło moją uwagę na ten zespół… A ponieważ w sieci niewiele można się o nich dowiedzieć, postanowiłem sięgnąć do źródła i samemu zapytać o kilka spraw… Okazało się, że trafiłem na dobry moment. Dla chłopaków to była dość istotna rozmowa. Przygotowali też dla nas niespodziankę.

You can read english version of this article. Click here.

Bartek: Witajcie! Co porabiacie?

Ferja: Mamy się naprawdę dobrze, dzięki! Właśnie zobaczyliśmy światło dzienne po raz pierwszy od kilku dni. Mieliśmy tutaj w Reykjaviku prawdziwą, śnieżną zamieć, przez którą Valur zniszczył sobie buty.

Bartek: Odkryłem Wasz zespół pod koniec 2011 roku. Wiem, że to trochę późno, szczególnie jak na człowieka, który interesuje się muzyką islandzką. Jesteście dość enigmatyczni, wygląda na to, że niezbyt często koncertujecie, a w Internecie niewiele można się o Was dowiedzieć. Zatem… Skąd wzięła się Ferja i kim właściwie jesteście?

Ferja: Rzeczywiście, to co robiliśmy na początku, to była próba określenia nas w pewien luźny, odjazdowy sposób i w pośpiechu Valur poskładał trochę bardzo poetyckich tekstów. Później uświadomiliśmy sobie, że one nie mówiły nic o nas samych. Jest jeszcze inna przyczyna tego, że w przeszłości mogliśmy się wydawać dość enigmatyczni. Dziś zespół składa się z czterech członków. Ferja powstała pod koniec września 2010, kiedy zebraliśmy (Aron, Valur i Elvar) trochę materiału, któremu chcieliśmy się przyjrzeć. W tym czasie wcale nie mieliśmy zamiaru zakładać kapeli i upubliczniać naszej twórczości, ale dwa miesiące później mocno zapaliliśmy się do tego, żeby umieścić nasze kawałki na płycie. Zaplanowaliśmy więc, że nagramy je wiosną 2011, a Haffi, geniusz, który teraz jest naszym perkusistą zarejestrował cały album. To był dla nas duży postęp – nagranie płyty i poznanie Haffiego, co w końcu fajnie się połączyło i w czasie sesji nagraniowej on właściwie był już czwartym członkiem zespołu. Potrzebowaliśmy trochę czasu, żeby to sobie w pełni uświadomić.

Wszyscy pochodzimy z małego rybackiego miasteczka Höfn. Odległość od Reykjaviku – naszej stolicy – to jakieś 450 km, a jedyny dostępny środek transportu pomiędzy tymi dwoma miejscami, to samochód i lokalne linie lotnicze, których bilety kosztują więcej niż koszt powstania całego naszego albumu. Więc podróżowanie tam i z powrotem samochodem po pięć godzin w każdą stronę nie jest takie proste, szczególnie w zimie, kiedy pogoda jest tu po prostu szalona. Valur i Aron musieli się tłuc między tymi miejscami przez kilka lat, czy to do pracy, czy szkoły. A kiedy Valur zdecydował się spędzić w Höfn cały semestr poprzedniej jesieni, to promocja materiału i granie koncertów przestało nawet być opcją. Zespół dzieliła odległość 450 km, dlatego w tym czasie postanowiliśmy odpocząć. Ale teraz, kiedy wszyscy przeprowadziliśmy się już do Reykjaviku możemy wreszcie przemyśleć kim tak na prawdę jesteśmy jako zespół i możemy sprecyzować plany na przyszłość. Trzeba też trochę poprawić nieaktualne informacje na nasz temat w Internecie. To na pewno krok w kierunku naszej przyszłości.

Bartek: Choć sami twierdzicie, że Wasze dźwięki to efekt muzycznych eksperymentów powstałych w najciemniejszych czeluściach islandzkich morskich mgieł, to jednak muzyka, którą tworzycie wcale nie jest mroczna. Jak określilibyście swoją muzykę, skąd bierzecie inspiracje?

Valur: (śmiech) prawdopodobnie jestem jedynym człowiekiem, który myśli, że nasza muzyka jest bardzo mroczna, może nie w warstwie muzycznej, raczej tekstowej. Ale rzeczywiście, w każdym utworze widać światełko w tunelu i wydaje mi się, że tak na prawdę to jest dla mnie istota całego albumu. To coś jak ciemny pokój, i musisz wiedzieć jak zmienić żarówkę żeby coś zobaczyć. Trudno mi określić nasze brzmienie, ale podczas nagrywania albumu inspirowali mnie tacy artyści jak Radiohead i Philip Glass, sporo też słuchałem Johannesa Brahmsa. Teraz z kolei mam obsesję na punkcie smyczków, wszędzie słyszę skrzypce i chciałbym mieć kwartet smyczkowy w piwnicy żebym mógł nagrywać jak grają wszystko, cokolwiek bym dla nich napisał.

Elvar: A kto decyduje o tym co jest mroczne a co nie? Mówi się, że zawsze najciemniej jest tuż przed świtem, może nasza muzyka jest takim promieniem nadziei. Inspiracje są wszędzie – w tym czego słuchasz, co widzisz, w pogodzie, uczuciach… Próbuję tworzyć muzykę prostą, ale jednocześnie pełną melodii trafiających w samo sedno.

Moje inspiracje to akordy w tonacji molowej… Gram jeden molowy akord, który prowadzi mnie do koła powtarzających się dźwięków, no i oczywiście kieliszek czerwonego wina nie zaszkodzi.

Aron: Osobiście inspirująca jest dla mnie praca z Valvurem i Elvarem, nie lubię tworzyć muzyki sam. Sensem pisania i grania muzyki jest radość dzielenia tego z innymi, myślącymi podobnie do ciebie. A ponieważ wywodzę się z kapeli heavy metalowej, to Ferja jest dla mnie miłą przerwą od ciężkich klimatów. Nie chcę, żeby Ferja była kolejną niezależną kapelą, która gra muzę pełną melancholii – to jest mój cel, jaki sobie stawiam.

Bartek: Jesteście jednym z niewielu islandzkich zespołów, które śpiewają po angielsku. Skąd taka decyzja?

Elvar: To pewnie kwestia szczerości. Kiedy piszę po islandzku mam problem z byciem szczerym w tekstach. I wydaje mi się, że są zbyt pretensjonalne.

Valur: Trochę o tym myślałem… kiedy zaczynaliśmy pisać, w 2010 roku wszystkie piosenki wychodziły nam po angielsku bez zastanawiania się nad tym. To było naturalne… Nie wiem dlaczego… ale muzyka jest uniwersalna i nie ma znaczenia jakiego języka się używa.

Aron: Zdziwiłbyś się jak wiele jest takich zespołów. Dla mnie pisanie tekstów po angielsku jest po prostu o wiele łatwiejsze.

Bartek: Jak już wspomniałem, odkryłem Was dość późno, a stało się to za sprawą Icelandic Cinema Online – tam pojawił się Wasz klip do utworu „The finest hour”. Ku mojemu zaskoczeniu, teledysk nakręcony został w Polsce. Jak to się stało? Macie jakiś związek z naszym krajem?

Valur: Mój brat i jego żona studiują w Polsce, w szkole filmowej w Łodzi i nagrali to video właśnie tam. Po kilku przeróbkach video podróżowało przez morza w tę i z powrotem, więc to była taka zdalna współpraca. Będziemy mieli gdzie się zatrzymać, jak przyjedziemy z koncertami.

Bartek: W połowie ubiegłego roku wydaliście swój pierwszy album – „A sunny colonnade”. Dzięki gogoyoko można go kupić w wersji cyfrowej także w Polsce. Można też posłuchać całej płytki za darmo. Komu polecacie ten album? Czy to muzyczna ścieżka, którą chcecie podążać w przyszłości?

Elvar: Polecamy go wszystkim… Jak spojrzysz na największe zespoły, to widać spore różnice między pierwszym a drugim albumem. Czy to styl, w jakim chcemy grać? Na pewno, ale nigdy nie wiesz jak zmieni się twoja muzyka i dokąd cię zaprowadzi.

Aron: Nie powiedziałbym, że to ścieżka, którą chcemy podążać. Raczej droga, na której chcemy ewoluować. Ten album to było doskonałe doświadczenie, ale też etap w życiu zespołu i próbowanie nowych rzeczy jest po prostu drogą do rozwoju.

Valur: Ja bym polecił tę płytę starszym kobietom, potrzebują trochę lśniących gitar w swoim życiu i zbyt często są pomijane na scenie rockowej. Jeśli chodzi o naszą przyszłość, to na pewno są na tym albumie takie elementy, których odkrywanie chciałbym kontynuować, ale niektóre z nich na pewno będą musiały odpaść.

Bartek: Jesteśmy na początku nowego, 2012 roku. Jakie plany, założenia, marzenia na kolejne 12 miesięcy ma Ferja?

Ferja: Właśnie dołączył do nas perkusista, więc musimy trochę poćwiczyć przez najbliższy miesiąc czy dwa. Mamy teraz sporo prób, ale nasz długofalowy plan, to przeciągnięcie na naszą stronę utalentowanego DJ’a, który by zremiksował niektóre nasze kawałki z „A Sunny Colonnade” i miejmy nadzieję, wydanie ich na początku lata. Mamy też sporo materiału, który chcemy wziąć na warsztat, ale będziemy musieli przemyśleć trochę spraw zanim nagramy nowy album. „A sunny colonnade” nie była nawet w połowie gotowa czy przegrana na próbach zanim ją zarejestrowaliśmy. To coś, czego nie chcemy powtarzać. To była niesamowita presja, bo niektóre utwory wręcz rodziły się w studiu, a przecież mieliśmy ograniczony czas i niewiele pieniędzy. Nie zrobimy tego ponownie.

Bartek: Mam nadzieję, że będziemy mogli zobaczyć Was w Polsce i że znajdziecie w naszym kraju sporą rzeszę fanów, tak jak wiele innych islandzkich zespołów. Wśród Redakcji muzykaislandzka.pl na pewno już ich macie!

Ferja: Po pierwsze, chcemy Ci Bartku podziękować, za zainteresowanie naszym zespołem. Koncertowanie dla polskiej publiczności naprawdę brzmi ekscytująco. Teraz chcemy się skupić właśnie na trasie i koncertach i pierwszym krokiem w tej podróży będzie koncertowanie w Islandii. Chcemy zobaczyć, czy ktoś nas tu lubi. Kiedy wyjedziemy na trasę po Europie, Polska będzie pierwsza na naszej liście! Ten wywiad był dla nas czymś w rodzaju pobudki. Po spotkaniu w ubiegłym tygodniu nagraliśmy akustyczny występ wprost od Haffiego, gdzie zagraliśmy dwa utwory z „A sunny colonnade. Jeden utwór, taki 'b-side’ nie był wcześniej publikowany i nosi tytuł „Always”, a drugi to „Volts”. No i z przyjemnością dedykujemy tę akustyczną sesję właśnie Wam – Redakcji muzykaislandzka.pl.

Bartek: Serdeczne dzięki za rozmowę!

Pozdrawiamy Aron, Valur and Elvar.

Ferja, to:
Elvar Bragi Kristjónsson – gitara, klawisze, wokale
Aron Martin Ágústsson – gitara, sample, wokale
Hafþór Smári Imsland – perkusja
Valur Zophoníasson – gitara, wokal prowadzący

A poniżej możecie zobaczyć video do utworu „The Finest Hour”.

Reżyseria: Haukur M
Zdjęcia: Ásta Júlía Guðjónsdóttir
Produkcja: Haukur M, Ásta Júlía Guðjónsdóttir i Pawel Fiwek
Editor: Sebastian Mialik
VFX: Jóhann Reynisson

Written By
More from Bartek Wilk
Morgan Kane – The way to survive anything
Nagranie swojej pierwszej oficjalnej EPki zajęło Morgan Kane trochę więcej czasu niż...
Read More
Leave a comment