Bloodgroup – Nowy Sącz, 7 lipca 2011 – Spóźniony Słowik

Pewnie wielu z obecnych na czwartkowym koncercie Bloodgroup napisałoby lepszą relację, wymieniając wszystkie utwory, czy pisząc o tym jak świetnie się bawili i ile potu wylali. Ja opowiem nieco inaczej. Od razu muszę się przyznać do dwóch rzeczy – tę kapelę widziałem na żywo pierwszy raz i po raz pierwszy byłem na koncercie w Nowym Sączu. Jak się okazało i jedno i drugie było dla mnie pozytywnym zaskoczeniem.

Spóźniony Słowik – choć z nazwy jest kawiarnią, to w czwartkowy wieczór kawy raczej spokojnie nie dało się tam wypić. Koncertowy klimat unosił się już w parku, z którego wchodzi się do Słowika. Na ławkach w parkowych alejkach sporo młodych, pozytywnych ludzi. Miejsce świetne – właściwie to centrum Nowego Sącza, a jednocześnie wokół pełno zieleni. Zresztą wewnątrz było podobnie, bo na środku kawiarnianego ogródka, w którym odbywał się koncert… rośnie wielki orzech. Właściwie dlaczego o tym piszę? Bo atmosfera przypominała tę, której wiele razy zazdrościłem oglądając relacje z małych islandzkich koncertów. W rogu ogródka grill z kiełbaskami, kręcący się, rozmawiający ludzie – w różnym wieku, a pośród nich również muzycy Bloodgroup. Generalnie czułem się jak na domowej imprezie u dobrego kumpla.

Po małym didżejskim secie uwaga ludzi skupiła się na drewnianej scenie, przypominającej ogródkową altanę. Mnóstwo sprzętu, klawiszy, kabli i migających światełek… Wszystko to ożyło, za sprawą czwórki z Islandii. Niewielkie nagłośnienie całkiem zgrabnie radziło sobie z dźwiękiem, a scena już po chwili zagotowała się światłami. Dawno nie widziałem tak energetycznego zespołu, w którym nikt nie gra na gitarze. Za to muzycy świetnie radzili sobie z różnego rodzaju niepozornie wyglądającymi instrumentami klawiszowymi, których moc była ogromna. Przed koncertem Janus przyznał, że spali tylko kilka godzin (dzień wcześniej grali w Warszawie), byli więc zmęczeni, co dało się zauważyć. Ale trzeba też przyznać, że na scenie dawali z siebie ile tylko mogli. Tym większe uznanie za to, że z szacunkiem podeszli do w sumie jednak niezbyt licznej publiczności, a ta odwdzięczyła się zespołowi gromkimi oklaskami. Zaserwowali to, co mieli najlepszego – od melodyjnych wokaliz, przez ciężko brzmiące barwy, po niemal psychodeliczne fragmenty wplatane w finałach utworów. Bisowali dwukrotnie, a końcówka koncertu pulsowała już ścianą transowych dźwięków.

Zobaczcie zdjęcia i video z koncertu!


Bloodgroup – Nowy Sącz, 7 lipca 2011 from muzykaislandzka.pl on Vimeo.

Written By
More from Bartek Wilk

Innipúkinn 2017 – znamy już line-up!

Za niecały miesiąc w stolicy Islandii znów królować będzie muzyka. Choć pewnie...
Read More

3 komentarze

Dodaj komentarz